13:18 23 Styczeń 2020
Świat
Krótki link
Autor
4171
Subskrybuj nas na

Budowa białoruskiej elektrowni jądrowej w okolicach Ostrowca, niedaleko granicy z Litwą, wciąż nie daje spokoju litewskim władzom. W kontekście szybkiego uruchomienia obiektu rząd postanowił działać prewencyjnie, czyli zakupić ponad 4 mln tabletek jodu.

Według AP preparat, który może zmniejszyć akumulację radionuklidów w tarczycy, zostanie bezpłatnie rozdany obywatelom w przypadku „wycieku promieniowania”. Jak wyjaśnia portal wprost.pl, przede wszystkim otrzymają go mieszkańcy miejscowości położonych w pobliżu elektrowni jądrowych od strony litewskiej. Koszt leków szacowany jest na prawie 900 tys. euro.

Nie ma sensu kupować jodu

„Wygląda na to, że ktoś naoglądał się popularnego serialu telewizyjnego „Czarnobyl”, w którym temat jodu również się pojawia. Z mojego punktu widzenia takie epicody nie zasługują na poważny komentarz. Takie działania publiczne wpisują się w ogólny nieodpowiedni kontekst postrzegania sytuacji, co pora zmienić. Ale z jakiegoś powodu Litwa uparcie trzyma się beznadziejnego stanowiska związanego z zamknięciem elektrowni” – powiedział litewski politolog Wadim Wołowoj.

Podobny punkt widzenia podziela białoruski politolog Jurij Szewcow, który uważa, że z technicznego punktu widzenia zakup tabletek jodu nie ma sensu.

„Litwa zwraca uwagę na swoje dobrze znane stanowisko nieprzyjęcia budowy białoruskiej elektrowni jądrowej. Pod względem informacji wszystko jest jasne: na stacji znajdowała się specjalna komisja międzynarodowa [eksperci Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) – red.], która zarejestrowała tak zwany zerowy poziom promieniowania. Równo rok później powinien się odbyć drugi pomiar, który pokaże radioaktywność na terenie elektrowni jądrowej po uruchomieniu bloku” – wyjaśnia ekspert.

Ponadto specjaliści ocenili działanie, przygotowanie na wypadek awarii, szkolenie i kwalifikacje personelu stacji. Odnotowali, że Mińsk pragnie zapewnić bezpieczeństwo obiektu przed rozpoczęciem jego komercyjnej eksploatacji – podaje Sputnik Lietuva.

Litwa bije głową o mur

Regularnie deklarując „zagrożenia” dla bezpieczeństwa narodowego ze strony białoruskiej elektrowni atomowej, Litwa nie rezygnuje ze swoich pozycji, próbując zdobyć poparcie sąsiadów. Łotwa i Estonia nie spieszą się jednak z bojkotem tego obiektu. W szczególności, jak powiedział portalowi ERR wicekanclerz ds. energii w Ministerstwie Gospodarki i Komunikacji Estonii Timo Tatar, Estonia nie kupuje białoruskiej energii elektrycznej bezpośrednio, ale jeśli zacznie ona wchodzić na rynek bałtycki przez inne kraje, w tym z białoruskiej elektrowni atomowej, to jej konsumpcja jest możliwa i w tej republice bałtyckiej.

Z Łotwą jest to trochę bardziej skomplikowane. Z jednej strony w mediach pojawia się informacja o jej gotowości do zakupu energii elektrycznej z białoruskiej elektrowni jądrowej (wspomniał o tym prezydent Litwy Gitanas Nauseda podczas wizyty w Niemczech). Z drugiej strony przedstawiciele władz łotewskich nie potwierdzają tych danych, w szczególności premier Łotwy Karins Krisyanis – informuje portal skaties.lv.

Nawet biorąc pod uwagę fakt, że najbliżsi sąsiedzi, z wyjątkiem Polski, nie popierają bojkotu, Litwa nadal bije głową o mur, zaostrzając sytuację. Jeśli kraje nie zareagują szczególnie na takie wezwania, Litwa musi coś zmienić w tym podejściu, być może nawet szukać porozumienia z Białorusią, przynajmniej w kwestiach bezpieczeństwa, jeśli Litwa jest tym tak zaniepokojona – uważa Wadim Wołowoj.

Wiosną tego roku szef białoruskiego rządu Siergiej Rumas zaprosił Litwę do wznowienia dialogu i utworzenia wspólnej grupy do analizy działań białoruskiej elektrowni atomowej i obiektów związanych z zamknięciem elektrowni jądrowej Ignalina. Jednak sprawy nie potoczyły się pomyślnie: litewscy konserwatyści uważali, że Mińsk może wykorzystać negocjacje w sprawie wspólnego systemu monitorowania elektrowni jądrowej budowanej na Białorusi, aby promować sprzedaż wytwarzanej przez nią energii elektrycznej.

„O czym więc można rozmawiać? Chcemy wszystkiego, ale nie chcemy nic robić. Albo chcemy, aby Unia Europejska zrobiła za nas wszystko, ale Unia Europejska tego nie chce, ponieważ nikt nie zamierza wspólnie bojkotować sprzedaży tej energii elektrycznej” – powiedział Wołowoj.

Energia elektryczna jest potrzebna, ale Litwa nie chce stracić twarzy

Nie można wykluczyć, że energia elektryczna i tak trafi na Litwę z białoruskiej elektrowni atomowej, tylko że z Łotwy i jako energia „łotewska”.

„Mniej więcej tak, jak wtedy, gdy Litwa powiedziała, że nie kupi rosyjskiego gazu i nie zbuduje własnego terminalu, ale teraz wciąż kupuje duże ilości gazu od Gazpromu. Niedawno pojawił się raport, że rosyjski skroplony gaz ziemny przybył do litewskiego terminalu. Podobna sytuacja dotyczy energii elektrycznej z Białorusi” – przypomina rozmówca Sputnika.

Jego zdaniem, gdyby zmieniło się stanowisko Litwy i możliwe byłoby uzgodnienie importu energii elektrycznej z Białorusi, nie byłoby problemów.

Białoruś jest tym zainteresowana. Ale bardzo wątpię, aby tak się stało. To, co może być, to życiowa konieczność, biorąc pod uwagę, że Litwa potrzebuje energii elektrycznej, a mosty elektryczne ze Szwecją nie są wystarczająco niezawodne, ponadto ceny energii elektrycznej „skaczą” i potrzebne są dodatkowe rezerwy wytwarzania. Być może zmusi to Litwę do kupowania białoruskiej energii elektrycznej, ale tylko poprzez Łotwę, aby nie stracić twarzy – powiedział litewski politolog.

Wszystkiemu winna polityka

Jego białoruski kolega jest sceptyczny pod tym względem. Jurij Szewcow uważa, że problem nie zostanie szybko rozwiązany – na Litwie występuje wewnętrzny popyt na skomplikowane stosunki z Białorusią, a ten powód umożliwia ich jeszcze większe skomplikowanie. „Myślę, że ten temat będzie istotny do co najmniej 2025 roku, kiedy to Litwa, wraz z Łotwą i Estonią, teoretycznie powinna opuścić jednolity system energetyczny Białorusi i Rosji. Nie wiemy, jak to będzie wyglądało w praktyce” – podsumowuje Szewcow.

Jego zdaniem tylko polityka przeszkadza Litwie w otrzymywaniu elektryczności z białoruskiej elektrowni jądrowej.

Litwa podjęła w tej sprawie decyzję polityczną. Jak będzie ją obchodzić, nie wie nikt. Istnieją międzynarodowe decyzje dotyczące tej stacji, która zostanie otwarta pod nadzorem MAEA. Znamy argumentację Litwy, ale jest też odwrotna argumentacja. Stąd też moim zdaniem jest to sytuacja upolityczniona – mówi Jurij Szewcow.

Jod nie pomoże, a nawet zaszkodzi?

Nawet jeśli weźmie się pod uwagę obawy władz litewskich (których, jak już wiadomo, MAEA nie podziela), można przypomnieć, że w 2011 roku w związku z wypadkiem w elektrowni jądrowej Fukushima-1 WHO ostrzegła, że „jod nie jest antidotum na promieniowanie”. Tabletki jodku potasu nie chronią przed promieniowaniem zewnętrznym ani przed substancjami promieniotwórczymi innymi niż radioaktywny jod. Ponadto ich stosowanie może dodatkowo zaostrzyć problemy zdrowotne u niektórych osób, takich jak osoby cierpiące na niewydolność nerek.

W związku z tym eksperci zalecają rozpoczęcie przyjmowania jodku potasu tylko wtedy, gdy istnieją wyraźne zalecenia zdrowotne dotyczące takiego środka.

Zobacz również:

Elektrownia atomowa w Polsce: zostanie naprawiony błąd z przeszłości?
Białoruska elektrownia atomowa: Litwa ma propozycję
Pierwsza na świecie pływająca elektrownia atomowa
Tagi:
Litwa, elektrownia, Białoruś
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz