Widgets Magazine
11:17 13 Listopad 2019
Okręt podwodny z napędem diesel-elektrycznym „Kolpino”

Jak rosyjskie okręty podwodne oszukują NATO

© Sputnik . Vitaly Timkiv
Świat
Krótki link
Autor
2646
Subskrybuj nas na

Osiąść na dnie, wyłączyć generatory i przestrzegać absolutnej ciszy – rosyjscy marynarze regularnie przeprowadzają ćwiczenia w ramach ukrywania się przed przeciwnikiem.

Niedawno okręt podwodny z napędem diesel-elektrycznym „Kolpino” pomyślnie ukrył się w Morzu Czarnym przed statkami „Kasimow” i „Suzdalec”, które udawały wrogie „polowanie” na rosyjskie jednostki.

Natychmiastowe zejście pod wodę

Wiadomo, że kapitanowie okrętów podwodnych nie lubią wypływać na powierzchnię, żeby nawiązać łączność z lądem – tak można od razu ustalić lokalizację jednostki. Jest również łatwym celem, kiedy znajduje się na głębokości peryskopowej z podniesionym „kioskiem”. Jako pierwsze taki okręt podwodny zauważą samoloty i helikoptery, które mogą przechwycić sygnał radiowy i ustalić jego źródło.

Zresztą nowoczesne jednostki podwodne są również wyposażone w systemy lokalizacji impulsu radiolokacyjnego, które od razu wykrywają sygnał lotnictwa przeciwokrętowego. Kiedy tylko staje się jasne, że okręt jest śledzony, załoga wykonuje manewr natychmiastowego zanurzenia i zaczyna oddalać się od miejsca wypłynięcia.

Działania marynarzy w takiej sytuacji są wyćwiczone do automatyzmu. Na wszystko mają zaledwie kilka minut. Kapitan musi szybko obliczyć optymalną szybkość i głębokość, na jakiej będzie znajdować się okręt, aby nie został zdemaskowany.

„Nie należy myśleć, że od razu płynie przy maksymalnej prędkości i kieruje się w inną stronę. To nie tak” – powiedział były kapitan Marynarki Wojennej Rosji Igor Kurdin. „W takim przypadku od razu zostanie namierzony i przegra walkę. Oprócz tego, w odróżnieniu od jednostek atomowych, okręty podwodne z napędem diesel-elektrycznym mają niewystarczająco dużą prędkość, żeby szybko oddalić się od przeciwnika. Ich załogi stosują jednak inne rozwiązania taktyczne, między innymi wykorzystując hydroakustyczne środki wykrywania” – dodał.

Odpalenie rakiety Buława z krążownika Jurij Dołgorukij w kierunku poligonu Kura
© Sputnik . Ministry of Defence of the Russian Federation
Jak zaznaczył, największa przewaga jednostek elektrycznych nad atomowymi wiąże się z możliwością „bezszelestnego” ukrycia na dnie. Na pokładzie jest w tym czasie ogłaszany tryb „ciszy”. Wszystkie mechanizmy i urządzenia są odłączane, przemieszczanie się po jednostce jest ograniczane do minimum, marynarzom nie wolno głośno rozmawiać, wykonywać zbędnych ruchów i wydawać dźwięków.

Okręt podwodny może tak „przycichnąć” na dnie nawet na kilka dni. Dla jednostek o napędzie atomowym jest to niemożliwe – reaktora jądrowego nie wolno zostawiać z wyłączonymi systemami wspomagającymi.

„Szalone Iwany”

Jak zaznaczył Kurdin, nie ma zasadniczych różnic w metodach „ucieczki” przed „pogonią”, jakie stosują marynarze Rosji i NATO. Jednak zdaniem ekspertów wojskowych, Rosjanie osiągnęli w tym większe mistrzostwo i „zmylają przeciwnika” o wiele skuteczniej niż zachodni koledzy.

Chodzi o to, że w czasie oddalania się od wrogiej techniki rosyjscy marynarze rzadko działają ściśle według określonego schematu, a podchodzą do tego bardziej twórczo. Jeden z manewrów, wymyślony jeszcze w latach zimnej wojny, Amerykanie nazwali „Szalonym Iwanem” (Crazy Ivan). Na ogonie okrętów podwodnych Marynarki Wojennej ZSRR często siedziały w tamtych czasach amerykańskie jednostki podwodne. Płynęły w martwej strefie za rufą – radzieckie sonary nie były w stanie ich zidentyfikować z powodu dźwięków, wydawanych przez własny sprzęt. Aby wykryć obecność przeciwnika, dowódcy wykonywali nieprzewidziane i gwałtowne manewry, aż do obrotu o 180 stopni. Żeby uniknąć zderzenia, Amerykanie nie mogli płynąć zbyt blisko.

Okręt podwodny od środka
© Sputnik . Vitaliy Ankov
„Najwyższym uznaniem moich działań jako kapitana okrętu podwodnego były słowa byłego dowódcy sił podwodnych USA” – mówi Kurdin. „Jak powiedział (amerykański – red.) admirał, byłem jednym z niewielu ludzi, którym udało się go zadziwić. A trzeba zaznaczyć, że Amerykanie biorą pod uwagę nie tylko charakterystyki okrętów podwodnych i ich profile akustyczne. Posiadają również taktyczne profile konkretnych rosyjskich kapitanów” – zaznaczył ekspert.

W swoim czasie radzieccy marynarze nauczyli się umiejętnie omijać systemy przeciwokrętowe, nawet słynny amerykański kompleks obserwacji akustycznej SOSUS. Na przykład w 1985 i 1987 roku Marynarka Wojenna ZSRR przeprowadziła unikalne operacje „Aport” i „Atrina”. Wówczas dwie grupy, złożone z pięciu atomowych okrętów podwodnych potajemnie wypłynęły na wody Oceanu Atlantyckiego. Jednoczesne wypłynięcie z baz takiej liczby jednostek jądrowych nie mogło ujść uwadze amerykańskich wojskowych.

Amerykanie zaangażowali wszystkie siły i środki, rozpoczynając zakrojone na szeroką skalę „polowanie”. Rosyjskim okrętom udało się jednak „przechytrzyć” całą amerykańską obronę przeciwokrętową, dopływając do wybrzeży USA i pozostając cały czas niezauważone.

Uzbrojeni „naganiacze”

Wykrywanie i śledzenie okrętu podwodnego to jeszcze inna historia. Działania wojskowych Rosji i NATO mało się od siebie różnią. I jedni i drudzy wykorzystują w dużym stopniu lotnictwo morskie – samoloty i helikoptery. Statki powietrzne krążą nad podejrzanymi rejonami i zrzucają w strefie patrolowania boje sonarowe – hydroakustyczne, pasywne/aktywne oraz na podczerwień.

Na przykład Marynarka Wojenna Rosji ma na uzbrojeniu samoloty Ił-38, wyposażone w systemy poszukiwawczo-obserwacyjne „Berkut-38” i bardziej  nowoczesne „Nowełła”. Zasięg bojowy „Iła” to 2200 km. Rosyjska Flota posiada również bardziej „dalekosiężne” Tu-142, które mogą działać w odległości 5 tys. km od bazy.

Kiedy tylko z boi dociera sygnał, załoga samolotu kontaktuje się z jednostkami przeciwokrętowymi. Przykładowy kurs statku określany jest na podstawie danych innych sonarów. Zarys okrętu podwodnego można również zaobserwować wizualnie – w słoneczny dzień, kiedy panuje flauta, ciemny, podłużny korpus jest dobrze widoczny z powietrza. Zwłaszcza na małych głębokościach.

Po otrzymaniu od lotnictwa współrzędnych celu, jednostki przeciwokrętowe zaczynają poszukiwania. Na wielu z nich zamontowana jest specjalna aparatura do wykrywania kilwatru, która może dokładnie określić, jak dawno i w jakim kierunku popłynął okręt przeciwnika.

W arsenale każdej potęgi morskiej znajdują się zawsze potężne kompleksy hydroakustyczne, aparaty torpedujące i moździerze rakietowe. „Łowcy” okrętów podwodnych „siadają na ogonie” swojej ofiary i zrzucają w jej kierunku nawet kilkadziesiąt bomb głębinowych i torped. Przy czym nie trzeba nawet trafić bezpośrednio w jednostkę – pocisk może wybuchnąć nieopodal, a fala uderzeniowa załatwi sprawę.

Zobacz również:

Eksperci: Polska jest bezbronna wobec rosyjskich okrętów podwodnych
Pierwszy okręt podwodny „Warszawianka” przeszedł testy
Tagi:
okręt, USA, Rosja, NATO
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz