Widgets Magazine
11:46 13 Listopad 2019
Syrena na warszawskiej StarówceBudapeszt

Jak daleko jest Warszawie do Budapesztu?

© Sputnik . © Sputnik . Yuriy Kaver
1 / 2
Świat
Krótki link
Autor
7411
Subskrybuj nas na

„Odczuwam zazdrość w stosunku do Węgier, że polityka węgierska potrafi tak znakomicie ustawić swój kraj pomiędzy Unią Europejską i NATO a polityką wschodnią wobec Rosji” – stwierdził Adam Śmiech.

W środę wizytę w Budapeszcie złożył prezydent Rosji Władimir Putin. Tematem jego rozmów z Viktorem Orbanem były sprawy międzynarodowe i współpraca Federacji Rosyjskiej z Węgrami. Podpisano m.in. porozumienia dotyczące gospodarki, bezpieczeństwa, dziedziny socjalnej i sportu. Szczególną uwagę poświęcono kwestiom rozbudowy elektrowni atomowej w Paksie, a także dostaw gazu rosyjskiego dla Węgier.

Polskie media, które zazwyczaj aktywnie komentują stosunki rosyjsko-węgierskie, tym razem wizytę Władimira Putina relacjonowały dosyć skromnie.

Co prawda, portal TVN 24 opublikował materiał zatytułowany „Putin w Budapeszcie, Węgry blokują deklarację Sojuszu Północnoatlantyckiego w sprawie Ukrainy”, a portal Belsat, analizując rozwój rosyjsko-węgierskich relacji, uciekł się do tytułu „Putin wbija Europie energetyczny klin”.

O skomentowanie sytuacji Sputnik poprosił publicystę z „Myśli Polskiej” Adama Śmiecha.

- Co zaważyło na tym, że ani oficjalna Warszawa, ani aktywni zazwyczaj obserwatorzy nie skomentowali samego faktu kolejnego spotkania Putin-Orban, ani osiągniętych na nim porozumień?

- Czy mamy czego żałować, że oficjalnego komentarza nie ma, bo zapewne byłby to komentarz tak samo jednostronny, jak wszystkie dotychczasowe. I jego treść byłaby zgodna z tym, co powiedziano w wymienionych powyżej mediach. Jeżeli chodzi o treść tych wypowiedzi, to są one jednoznacznie negatywne w stosunku zarówno do Rosji i prezydenta Putina, jak do Węgier i premiera Orbana.

- Czy dziełem przypadku był fakt, że jednocześnie z wizytą Putina w Budapeszcie ukazała się wiadomość, że rząd Węgier zablokował wspólną deklarację, jaką miały przyjąć państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego w sprawie Ukrainy. Budapeszt tłumaczył swoje stanowisko sytuacją z mniejszością węgierską na ukraińskim Zakarpaciu.

- Oczywiście, te dwie sprawy należy łączyć ze sobą. Wynika to z polityki, jaką prowadzą premier Orban i Węgry pod jego kierownictwem. Jest to polityka wzorcowa dla państwa będącego członkiem Unii Europejskiej i Paktu Północnoatlantyckiego, jednocześnie dbającego o swój interes, ale także o interes tych ciał międzynarodowych, do których należy.

Dlatego, że w interesie Unii Europejskiej, przede wszystkim gospodarczym i bardzo silnie przekładanym na życie mieszkańców krajów Unii Europejskiej, jest porozumienie z Rosją. Tak samo, jak rzecz jasna, porozumienie z NATO, bo chodzi o to, żeby zapanował, mówiąc hasłowo, pokój. Tymczasem ciągle mówi się tylko o – proszę zwrócić uwagę – o bezpieczeństwie, nie o pokoju. A bezpieczeństwo przecież można zapewnić bardzo agresywnymi działaniami i to się dzieje w przypadku NATO.

Wracając do polityki węgierskiej: odczuwam pozytywną zazdrość w stosunku do Węgier, dlatego, że polityka węgierska potrafi tak znakomicie ustawić swój kraj pomiędzy paktami, pomiędzy Unią Europejską i NATO a polityką wschodnią wobec Rosji, jak również Ukrainy. Słyszałem wypowiedź eksperta w Polskim Radiu, który stwierdził, że „bardzo źle się stało, że Węgry zablokowały oświadczenie NATO (w związku z sytuacją węgierskiej mniejszości narodowej na Ukrainie – red.), że Polsce, zależy na tym, aby NATO znalazło się na Ukrainie, czyli Ukraina w NATO.”

Cóż tu trzeba powiedzieć? Polsce nie zależy na tym, żeby był pokój na wschodzie Ukrainy, czy w ogóle na Wschodzie. Nie zależy na tym, aby Ukraińcy żyli spokojnie i mogli się rozwijać we własnym kraju. Ukraina, co wielokrotnie podkreślam, dla polskich polityków, myślących kategoriami antyrosyjskimi, ma sens tylko wówczas, jeżeli szkodzi Rosji. Jeżeli jej nie szkodzi, to przestaje być tematem, którym polscy politycy i publicyści mogliby się zajmować.

- Jeśli chodzi o relacje Federacji Rosyjskiej z Węgrami: czy Pan się zgodzi za stwierdzeniem pana prezesa Kaczyńskiego, że „przyjdzie dzień, że w Warszawie będzie Budapeszt”?

- Nie wiem, w jakim kontekście. Bo na pewno nie w kontekście polityki Budapesztu prowadzonej w stosunku do Rosji.

Chciałbym podkreślić wymiar wizyty prezydenta Putina na Węgrzech. Proszę zwrócić uwagę, że jest to zupełnie niewyobrażalne, aby w ogóle mówiono o planowaniu wizyty Putina w Polsce. To jest zupełnie poza wszelką dyskusją.

Powiem jeszcze, dlaczego wracam do tego. Wizyta ta ma wymiar związany z ochroną dziedzictwa kulturalnego chrześcijan na Bliskim Wschodzie oraz samych żyjących tam współcześnie chrześcijan. W Polsce też bardzo dużo się o tym również mówi, ale się nic nie czyni. Nasz rząd, który odwołuje się do wartości chrześcijańskich, tak naprawdę nic w tej sprawie nie robi.

Natomiast, jeżeli zbieramy pieniądze na pomoc dla dzieci w Aleppo, to dlatego, że przedstawiono sprawę w kontekście antyrosyjskim, że to Rosjanie bombardują te nieszczęśliwe dzieci. Nie zbieramy pieniędzy, już nie mówię o chrześcijanach syryjskich czy w szerszym kontekście w ogóle dla Syryjczyków, pokrzywdzonych przez wszystkie strony wojny, tylko zbierano na Aleppo w kontekście domyślnym, że „O! to zrobili Rosjanie".

Do polityki węgierskiej polski rząd ma bardzo, bardzo daleko. Mógłby się uczyć od premiera Orbana, jak należy prowadzić politykę balansu między Wschodem a Zachodem tak, aby mieć najlepsze relacje z każdym, przecież silniejszym od Węgier, uczestnikiem polityki międzynarodowej. I wychodzić na tym pozytywnie dla swojego państwa, dla swoich obywateli.

Zobacz również:

Węgry odpowiedzą za „przywłaszczenie” sobie Zakarpacia
Węgry zaczęły odbierać paszporty wydane Ukraińcom
Węgry: O czym rozmawiali Putin i Orban?
Tagi:
Aleppo, NATO, Unia Europejska, relacje polsko-rosyjskie, media, Polska, Rosja, węgiel, Jarosław Kaczyński, Viktor Orban, Putin
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz