23:08 13 Grudzień 2019
Tygrys

Tygrysy z granicy skazane na Polskę? Rosyjskie zoo: Nie wiemy, co się z nimi stanie

© Sputnik . Ilya Timin
Świat
Krótki link
Zatrzymanie ciężarówki z tygrysami na granicy polsko-białoruskiej (16)
4110
Subskrybuj nas na

Los tygrysów, które utknęły na granicy polsko-białoruskiej, a aktualnie przechodzą rekonwalescencję w zoo w Poznaniu i Człuchowie nadal stoi pod znakiem zapytania. Nie wiadomo czy zgodnie z zapowiedziami trafią do azylu w Hiszpanii.

Tułaczka tygrysów po Europie trwa dalej. Wydawało się, że sprawa zmierza do szczęśliwego finału i schorowane zwierzęta odnajdą spokój w azylu w Hiszpanii. Jednak jak się okazuje może być z tym problem.

Tygrysy utknęły w Polsce. O co chodzi?

Dyrektor poznańskiego zoo Ewa Zgrabczyńska powiedziała na konferencji prasowej, że winę za zaistniałą sytuację ponosi wójt Terespola. Jak wyjaśniła w trakcie postępowania administracyjnego wójt uznał zatrzymanego wcześniej Rosjanina Rinata V. za właściciela tygrysów.

„W momencie, kiedy wystąpiliśmy o zmianę tego postanowienia, żeby formalnie można było przekazać te zwierzęta stowarzyszeniu Adwokaci Zwierząt i zoo w Człuchowie, wójt (...) stwierdził, że niestety nie udało się dostarczyć stronie przeciwnej odpisu, bo to strona przeciwna musi wyrazić swoje zdanie" - powiedziała Zgrabczyńska, której słowa cytuje tvp.info.

Dodała, że według przepisów czas na udzielenie odpowiedzi mija 30 listopada. Rosjanin jako właściciel musi ustosunkować się do chęci wywiezienia tygrysów do Hiszpanii. „Jeżeli się nie odezwie, wójt umorzy postępowanie, zostajemy „z ręką w nocniku”, czyli z tygrysami w Polsce. Nadal one będą tu w zoo w Poznaniu i nie możemy komukolwiek ich przekazać” – powiedziała zawiedziona Zgrabczyńska. 

Dyrektor poznańskiego zoo dziwi fakt, że wójt nie widzi ze swej strony uchybień. Z kolei Zgrabczyńską dziwi fakt, że stroną w postępowaniu została osoba, która zniknęła bez wieści. Jednocześnie dyrektor liczy jeszcze na zmianę decyzji wójta, co znacznie ułatwiłoby dalsze działania dla dobra zwierząt. „Jeżeli tego nie zrobi, postępowanie administracyjne może potrwać nawet trzy miesiące” – podkreśliła.

Liczy jeszcze na interwencję prokuratury, która mogłaby pomóc w określeniu statusu prawnego tygrysów. Zgrabczyńska obawia się jednak, ż eto może potrwać zbyt długo, a miejsca w hiszpańskim azylu nie będą czekać, ponieważ na świecie jest wiele potrzebujących zwierząt. Do Hiszpanii miało trafić pięć osobników, dwa mają pozostać w Poznaniu. Na razie cała siódemka przebywa w stolicy Wielkopolski, kolejne 2 w zoo w Człuchowie.

Polacy wystawią rachunek Rosjanom? Dyrektor zoo w Dagestanie komentuje

Korespondent Sputnika skontaktował się z dyrektorką zoo w dagestańskim Derbencie Iriną Kulikowską. „Obecnie kwestia, którą mają rozwiązać polscy i rosyjscy prawnicy, nadal jest rozpatrywana. Na razie nie wiemy, co dalej stanie się z tygrysami – czy zwierzęta wrócą do Dagestanu, zostaną w Polsce, a może pojadą do ośrodka rehabilitacji w Hiszpanii" - powiedziała dyrektor.

Z dokumentów wynika, że są to nasze tygrysy. Jeśli zwierzęta nie wrócą do Dagestanu, musimy z nich pisemnie zrezygnować albo je przekazać. W ciągu tygodnia powinniśmy się określić - dodała

Poinformowała również, że niepokoi ich co innego. „Polski adwokat twierdzi, że strona polska wystawi nam rachunek za utrzymanie tygrysów w granicach 100 tys. dolarów. Chociaż jeszcze go nie otrzymaliśmy, powiedział na co powinniśmy być gotowi. Dzieje się tak pomimo tego, że na polskich portalach pisano, iż Polacy nie mają pieniędzy na utrzymanie tygrysów, ogłoszono zbiórkę funduszy na wyposażenie woliery dla nich w ogrodzie zoologicznym w Poznaniu. Okazuje się, że zebrali od ludzi pieniądze – znaczną kwotę – a nam chcą wystawić rachunek" - powiedziała w komentarzu dla Sputnika Irina Kulikowska, dyrektor zoo „Skazka” w dagestańskim Derbencie.

We wcześniejszym wywiadzie dla Sputnika dyrektor zoo Irina Kulikowska mówiła, że ogród czeka na zwierzęta. Miały one docelowo miały trafić do zoo w dagestańskim Derbencie, jak powiedziała Kulikowska za zaistniałą sytuację obarczają winą stronę białoruską, która zatrzymała transport.

„Podróż powinna zająć zaledwie trzy dni. Przez ten czas świetnie zniosłyby drogę. Weterynarze po stronie białoruskiej do tej pory nie dali nam jasnej, zrozumiałej odpowiedzi na pytanie o powód zatrzymania. Mówią: «Czekajcie». To ich odpowiedź. My chcemy podać ich do sądu za to, że jedno zwierzę zmarło, oni ponoszą za to pełną winę" - podkreśliła Kulikowska.

Jak potoczyły się losy tygrysów?

„Oblepione własnymi odchodami, wyniszczone, wygłodzone” – w ten sposób stan zwierząt opisali specjaliści z poznańskiego zoo, którzy przybyli na granicę polsko-białoruską. Stwierdzili, że zwierzęta są w tragicznym stanie i nie nadają się do dalszego transportu. Schronienie w poznańskim ogrodzie znalazło 7 osobników.

Ciężarówka z 10 tygrysami wyjechała z włoskiego miasta Latina do Dagestanu 22 października. W sobotę 26 października kierowca chciał przekroczyć polsko-białoruską granicę. Służba graniczna Polski przepuściła transport bez żadnych przeszkód, jednak białoruscy pogranicznicy odmówili wpuszczenia go do kraju z powodu niedociągnięć w dokumentacji weterynaryjnej, a także braku wiz u kierowców.

W rezultacie tygrysy spędziły kilka dni na granicy, jedno zwierzę padło. Aktualnie 7 tygrysów przebywa tymczasowo w poznańskim zoo, a 2 w ogrodzie zoologicznym w Człuchowie. Zapowiedziano, że po rekonwalescencji zwierzęta mają trafić do azylu w Hiszpanii. 

Poinformowano także, że po kontroli przeprowadzonej przez powiatowego lekarza weterynarii podjęto decyzję o wprowadzeniu zaleconej 30-dniowej kwarantanny w miejscu przebywania tygrysów, które trafiły do Polski „przez przypadek”.

Tygrysy, które znalazły się w Poznaniu z powodu problemów na białoruskiej granicy, i które okazały się w bardzo złym stanie, mają niekompletną dokumentację, brakuje np. świadectw zdrowia. Powiatowy lekarz weterynarii przeprowadził kontrolę i na jej podstawie zalecił wprowadzenie kwarantanny w miejscach, gdzie trzymane są tygrysy. Środki zapobiegawcze obowiązywały przez 30 dni.

Z kolei przedstawiciel włoskiej Ligi przeciwników wiwisekcji (Lega Anti Vivisezione, LAV) Andrea Cassini powiedział Sputnikowi, że przewóz grupy włoskich tygrysów powierzono firmie, która zajmuje się transportem koni i nie posiada odpowiedniej ciężarówki do przewozu dużych kotów. Według Cassiniego tygrysy zostały zakupione od prywatnej rodzinnej firmy, która hoduje tygrysy i pokrewne im gatunki z przeznaczeniem na sprzedaż i tresurę.

„Zgodnie z wymaganiami ciężarówka powinna być przystosowana do konkretnego gatunku. Tygrysom nie zapewniono możliwości poruszania się ani dostępu do świeżej wody. Na ich miejscu mogły się znaleźć np. kury" – wyjaśnił Cassini.

Tematy:
Zatrzymanie ciężarówki z tygrysami na granicy polsko-białoruskiej (16)

Zobacz również:

Nie uwierzysz, co może sprawić radość tygrysowi
Tygrysy z polsko-białoruskiej granicy „zostały milionerami”
Zoo w Człuchowie o tygrysach z granicy: „Zniszczone przez człowieka zwierzęta”
To mogło spotkać „tygrysy z granicy”: proceder ma gigantyczne rozmiary
Tagi:
ZOO, tygrys, Dagestan, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz