07:06 22 Styczeń 2020
Świat
Krótki link
2429
Subskrybuj nas na

Polak, który pracował w Norwegii na kutrze łowiącym kraby śnieżne zarabiał o połowę mniej niż Norwegowie, ponieważ jak wyjaśnił mu armator - życie w Polsce jest tańsze.

Rafał Wojtera, bo o nim mowa uznał, że padł ofiarą dyskryminacji, ponieważ wykonywał dokładnie te same obowiązki na kutrze należącym do firmy żeglugowej Ocean Venture, co jego norwescy koledzy, ale zarabiał o połowę mniej. Za swoją pracę norwescy pracownicy otrzymywali 2333 korony (988 zł) dziennie, a Polak musiał się zadowolić kwotą 1150 koron (487 zł) dziennie. W podobnej sytuacji, co Wojtera znaleźli się też inni cudzoziemcy – pisze tvp.info.

Zdziwiłem się, dlaczego mam zarabiać mniej niż Norwedzy, ale armator tłumacząc różnicę twierdził, że w Polsce życie i mieszkanie jest tańsze – wyjaśniał mężczyzna w rozmowie z „Maritim Logg”.

Mężczyzna skontaktował się ze stowarzyszeniem norweskich marynarzy i złożył skargę do Komisji ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji. Jak czytamy na jej stronie Komisja jest neutralnym organem administracyjnym, który rozpatruje skargi dotyczące dyskryminacji i prześladowania. O jego przypadku rozpisywały się norweskie media już w lutym i marcu. Jak mówił Polak w wywiadach dla norweskich gazet armator dowiedział się o jego inicjatywie i zwolnił go z pracy.

„Kapitan wziął mnie na bok i powiedział, że nie jestem już potrzebny na pokładzie. Powiedział mi, że powodem było zakwestionowanie mojej umowy o wynagrodzenie i skontaktowanie się z Norweskim Stowarzyszeniem Marynarzy. Niestety, kiedy to powiedział, nie było obok żadnych kolegów” - mówił Wojtera.

Norweskie Stowarzyszenie Marynarzy (NSF) uznało, że rzeczywiście taki proceder jest nielegalny i kontynuowało tę sprawę. Ich prawnik, Terje Hernes-Pettersen, wniósł sprawę do Komisji ds. Dyskryminacji i domagał się odszkodowania dla Polaka.

Rozliczanie wynagrodzeń na podstawie narodowości pracownika jest nielegalne. Jest to nielegalny dumping społeczny i dyskryminacja. Na łodzi powinna być równa płaca za taką samą pracę, powiedziała inspektor NSF Jeanette Gutierrez-Lortentzen po wizycie na statku, na którym pracuje Wojtera.

Komisja wydała korzystny wyrok i uznała, że rzeczywiście doszło do dyskryminacji. Odszkodowanie dla Wojtery i innego Polaka (ta sama sprawa o niższe wynagrodzenie względem innych pracowników) oceniono na kwotę 800 tys. koron (ok. 340 tys. zł).

„Ocean Venture AS dopuściło się dyskryminacji ze względu na pochodzenie etniczne marynarza w związku z określeniem wymiaru wynagrodzenia” – brzmi fragment orzeczenia norweskiej Komisji ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji, który cytuje tvp.info.

Firma żeglugowa nie zgadza się z postawionymi zarzutami, ale nie udziela komentarza. Jednak jak informują norweskie media po kilku próbach wydała krótkie oświadczenie i przesłała je drogą elektroniczną. Napisano, że firma nie zgadza się na nagłaśnianie całej sprawy w mediach.

„(...) zauważamy, że Stowarzyszenie Marynarzy chce omawiać toczącą się sprawę w mediach. W opinii firmy jest to bardzo nieporządne i niefortunne i nie będziemy brać udziału w dyskusji na temat indywidualnych warunków pracy w mediach” - napisano.

Oddzielne kasy dla Polaków. Interweniowała Ambasada w Berlinie

Przy polsko-niemieckiej Cottbus sieć handlowa Edeka otworzyła w jednym ze swoich sklepów hurtowni oddzielne kasy dla Polaków. W sieci zawrzało, a firma tłumaczy, że nie miała zamiaru nikogo dyskryminować.

Jednak klienci poczuli się dyskryminowani, pojawiły się również skojarzenia z segregacją z czasów II wojny światowej. Z kolei firma tłumaczyła, że nie to było jej celem: przy przejściu granicznym wielu Polaków robi większe zakupy i często korzystają z promocji. Kierownictwo sieci chciało więc ułatwić zakupy innym klientom, którzy nie kupowali towarów w ilościach hurtowych, a Polakom zapewnić profesjonalną obsługę w ich języku. Wprowadzono nawet specjalne dni promocyjne przeznaczone tylko dla Polaków, ale były one inne niż te dostępne dla Niemców.

Mimo dobrych intencji jak tłumaczyła się firma, coś jednak poszło nie tak. W sprawę zaangażowała się też  Ambasada RP w Berlinie. Ambasador Andrzej Przyłębski zażądał wyjaśnień od niemieckiego koncernu. Ten przyznał, że mogło powstać wrażenie dyskryminacji i nie taki był cel przeorganizowania hurtowni.

Interwencja ambasady okazała się skuteczna. (...) Otrzymaliśmy wyjaśnienia i przeprosiny dyrekcji ds. komunikacji korporacyjnej, marketingu i administracji przedsiębiorstwa Edeka w Minden - napisał w piątek 6 grudnia w komunikacie prasowym rzecznik polskiej placówki w niemieckiej stolicy Dariusz Pawłoś.

W piśmie firma zapewnia, że dyskryminowanie kogokolwiek nie było jej celem oraz przeprosiła za „niefortunny przekaz". Jak czytamy w komunikacie usunięto także oznakowanie kas, a klienci mogą już płacić za zakupy w dowolnie wybranej kasie, bez względu promocje.

Zobacz również:

„Pierdo***y cudzoziemiec”, „wracaj do swojego kraju”: Polak dostanie odszkodowanie za dyskryminację
„Dyskryminacja mózgu”: naukowcy odkryli główną różnicę między mężczyznami a kobietami
Playboy dyskryminuje niepełnosprawnych? Jest pozew
Czaputowicz dla niemieckich mediów: Polska jest dyskryminowana, jeśli chodzi o reparacje
Tagi:
dyskryminacja, praca, krab, Norwegia, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz