20:16 20 Luty 2020
Świat
Krótki link
0 30
Subskrybuj nas na

Polska firma LPP, zarządzająca pięcioma rozpoznawalnymi na całym świecie markami Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay, nie boi się przerw w dostarczaniu swoich kolekcji do różnych krajów z powodu epidemii koronawirusa w Chinach.

Na ten moment sytuacja w Azji w żaden sposób nie zagraża bezpieczeństwu terminowych dostaw do LPP – podkreśliło biuro prasowe spółki w komentarzu dla Sputnika.

Obecnie w magazynach sieci znajduje się już większość kolekcji, której produkcja była zlecona chińskim dostawcom, a która jeszcze nawet nie pojawiła się w ofercie. Kolejna część dostaw płynie aktualnie statkami do Polski.

Jak przypominają w LPP, współpracując od lat z zagranicznymi firmami, w harmonogramie produkcji uwzględniają kalendarz świąt obchodzonych w krajach dostawców, w tym Chiński Nowy Rok.

Jak wiadomo, ze względu na zagrożenie rozprzestrzenianiem się koronawirusa i w ramach środków ostrożności w tym roku rząd Pekinu podjął decyzję o przedłużeniu wakacji noworocznych dla firm do 10 lutego.

Niemniej jednak, aby wyeliminować wszelkie ryzyko, prowadzimy rozmowy z fabrykami zlokalizowanymi w Turcji, Bangladeszu, czy Wietnamie na temat ewentualnej współpracy na wypadek potencjalnych przestojów chińskich fabryk – dodali w LPP.

Wcześniej, jak informował bankier.pl, wiceprezes zarządu LPP Przemysław Lutkiewicz zauważył, że ryzyko opóźnienia dostaw z Chin w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, istnieje, chociaż zagrożenie nie jest znaczące.

„Widzimy ryzyko opóźnień transportowych, kontenery mogą być wstrzymane. Możemy mieć opóźnienia w dostawach” – powiedział wiceprezes. I dodał, że spółka prowadzi rozmowy z fabrykami w krajach azjatyckich, z którymi współpracuje, żeby w razie potrzeby złożyć zamówienia wolnych moc produkcyjnych, które tam są.

Pytany, czy LPP może zwiększyć udział produkcji w Europie, wiceprezes odpowiedział, że jest to możliwe, ale w niewielkim stopniu.

Jednak jest zbyt wcześnie, żeby polskie firmy, które produkują swoje towary w Chinach, mogły spocząć na laurach.

Jak wyjaśnił w komentarzu dla Sputnika ekspert ds. spedycji, prezes zarządu Marko Service Mariusz Kos, skutki koronawirusa dla importu jeszcze nie dały o sobie znać, bo przed Chińskim Nowym Roku większość dostaw została już zrealizowana, wysłana i „gdzieś tam już płynie”. Ale w tym samym czasie przypomniał, że największe firmy transportowe jak Maersk, CMA i wiele innych ogłosiły, że zmniejszają ilość statków, które będą pływać do portów chińskich i będą czekać na rozwój sytuacji.

Światowy handel polega na tym, że statki są rozładowywane terminowo. Najczęściej w ciągu 6 godzin: statek ma wpłynąć, oddać towar, zabrać import i odpłynąć z powrotem. Nawet tygodniowy przestój to już problem. Jeżeli ta sytuacja będzie się pogłębiać, cała gospodarka światowa na tym ucierpi. Nie boję się tutaj o zakupy aliexpressowe, bardziej boję się o zakupy przemysłowe – powiedział Mariusz Kos.

Zobacz również:

Dlaczego mężczyźni są bardziej podatni na koronawirusa?
Gwałtowny wzrost liczby zakażonych koronawirusem. Chiny: To nowa metoda diagnostyki
Jak długo koronawirus żyje na przedmiotach
Tagi:
koronawirus, Reserved, Polska, Chiny
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz