21:07 08 Marzec 2021
Świat
Krótki link
Autor
75. rocznica Zwycięstwa (117)
40378
Subskrybuj nas na

Redakcja Sputnik Polska zwróciła się do kolegów dziennikarzy w przeddzień 75. rocznicy Zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami, aby napisać artykuł o wyzwoleniu ich rodzinnego miasta od nazistów, o wspomnieniach z dzieciństwa związanych z wojną i zwycięstwem.

Jednym z pierwszych, którzy odpowiedzieli, był redaktor naczelny izraelskiej gazety "Sputnik" wydawanej w Tel Awiwie, znany dziennikarz Mark Gorin.

26 lipca 2017 roku parlament Izraela uchwalił ustawę o obchodach Dnia Zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami 9 maja.

Ustawa ugruntowała status święta, zatwierdziła datę jego obchodów i określiła porządek organizacji uroczystości, które już wcześniej odbywały się w całym Izraelu przy wsparciu władz centralnych i lokalnych.

Oczami świadka. Wyzwolenie i Zwycięstwo

Sputnik złożył dobrą propozycję: napisać z okazji Dnia Zwycięstwa o wyzwoleniu swojego rodzinnego miasta.

Urodziłem się w Baku, stolicy Azerbejdżanu; praca i ropa naftowa Baku odegrały znaczącą rolę w osiągnięciu wspólnego Zwycięstwa, a moje kochane miasto ma prawo być z tego dumne. Moja rodzina trafiła do tych pięknych miejsc, ponieważ pułk obrony powietrznej, w którym służył mój ojciec, zdobywszy Koenigsberg (Kaliningrad) kilka tygodni przed 9 maja 1945 roku, po krótkim pobycie w Homlu (Białoruś) został przeniesiony w celu ochrony ówczesnych południowych granic powietrznych ZSRR.

Ogólnie rzecz biorąc, zaplanowali mnie w Homlu, urodziłem się w Baku, studiowałem w Doniecku, pracowałem w Azerbejdżanie i Moskwie, mieszkam i nadal zajmuję się dziennikarstwem (staż - pół wieku) w Tel Awiwie.

Dlatego chcę teraz mówić nie o konkretnym mieście, bez względu na to, jak ważne i drogie jest każde z nich, ale o samej koncepcji, poczuciu Wyzwolenia.

W umyśle mojego pokolenia koncepcja Wyzwolenia jest nierozerwalnie związana z Wielkim Zwycięstwem, bez którego nie byłoby ani mnie, ani kraju, w którym ja, moja żona i córka się urodziliśmy, ani cudownego Izraela, w którym mieszkam od prawie 30 lat i gdzie urodziła się moja wnuczka, dla której rosyjski i hebrajski są językami ojczystymi.

Piszę te wersy w świętym dniu dla naszego ludu, Dniu Pamięci, obchodzonym w przeddzień Dnia Niepodległości Izraela. Od 1860 roku 23 816 mężczyzn i kobiet zginęło w obronie Ziemi Izraela i jego ludu na posterunku wojskowym i na służbie. Liczba ta obejmuje także żołnierzy Żydowskiej Brygady, którzy brali udział w działaniach wojennych II wojny światowej.

Mark Gorin
Dariusz Cychol
Mark Gorin

Od zeszłorocznego Dnia Pamięci zginęło 42 żołnierzy, dowódców i pracowników służb bezpieczeństwa (Izraelska Armia Obrony, straż graniczna, służby specjalne i policja) podczas pełnienia obowiązków obywatelskich i służbowych lub na posterunku wojskowym. W wyniku obrażeń w ubiegłym roku zmarło 33 niepełnosprawnych Izraelskiej Armii Obrony.

31 241 Izraelczyków żyjących dzisiaj straciło bliskich w wyniku ataków terrorystycznych - w tym 120, którzy stracili oboje rodziców, 817 wdów i wdowców oraz 897 rodziców, którzy stracili dzieci.

Brak nieznanych żołnierzy

W mojej obecnej ojczyźnie nie ma nieznanych żołnierzy. Kilkadziesiąt lat poszukiwano zaginionych, a oni (w zdecydowanej większości przypadków) nie są uważani za zmarłych, dopóki nie stanie się pewne, gdzie i jak ci bohaterowie pożegnali się z życiem.

Wierzę, że nowe pokolenia naszych rodzin zawsze będą pamiętać, że wszyscy żyjemy, szczęśliwi i możemy świętować te niezwykłe, ważne daty tylko dlatego, że naszą przyszłość chronili w tych strasznych dniach ludzie znani i bezimienni, którzy przeżyli i ci, którzy umarli.

Chcę dzisiaj podzielić się swoimi uczuciami, opowiem o kilku godzinach wielkiej wojny, która trwała prawie 4 lata. Zatem, oczami naocznego świadka.

22 czerwca 1941 r. Kilka godzin wojny...

Nigdy nie pisałem o tej historii za życia mojego ojca.

Żałuję, że nie napisałem w czasie kiedy jeszcze można było coś wyjaśnić, zapytać o coś. Ale ta historia wydała mi się wtedy bardzo osobista i nie należąca do mnie.

Dzisiaj jestem już znacznie starszy niż był mój ojciec, kiedy mi ją opowiedział, i myślę, że jeśli nie piszę o tym teraz, być może moi współcześni nie będą wiedzieć o tym dniu tak długiej i strasznej wojny. Co robić, tak przecież się zdarza, że łapiesz się późno. Nie ma już o co pytać, więc opowiem ją tak, jak usłyszałem od mojego ojca.

Mój tata, Gorin Aron Ajzikowicz, tuż przed 22 czerwca 1941 roku ukończył Wydział Matematyki Uniwersytetu w Odessie. On, podobnie jak wszyscy moi przodkowie po męskiej linii, urodził się w Rybnicy, wówczas żydowskim miasteczku na radzieckim wybrzeżu Dniestru (a wszyscy z linii matki pochodzili z Odessy).

© Zdjęcie : Mark Gorin
Gorin Aron Ajzikowicz

Po ukończeniu studiów wraz z grupą przyjaciół - Żydami z tych samych miejscowości - postanowił porzucić uniwersytecki przydział do pracy, aby wyjechać z „wolnym dyplomem” na „wolne” obszary Besarabii za Dniestrem - chcieli uczyć matematyki dzieci, a stamtąd nauczyciele nie byli powoływani do wojska.

Wczesnym niedzielnym rankiem 22 czerwca dowiedzieli się, co się dzieje, pobiegli na uniwersytet i podpisali pierwszy dostępny przydział w zdezorientowanej (ale czynnej siedem dni w tygodniu) kancelarii uniwersyteckiej, ku radości sennego urzędnika, ponieważ taki podpis dawał prawo do pobrania z góry pieniędzy - dwóch pensji. Chłopcy dostali wypłatę, przepijali ją przez pięć dni, a kiedy skończyły się pieniądze, poszli do wojska jako ochotnicy.

Pociąg przyjechał pod Moskwę

Pociąg, którym jechał tata, przyjechał pod Moskwę, gdzie zaczęto ich uczyć, jak rzucać się pod czołgi z koktajlami Mołotowa i jak maszerować w nadchodzącej paradzie 7 listopada, o czym nie mówiło się głośno, ale na wszelki wypadek przygotowywano - ogólnie rzecz biorąc, szans na moje narodzenie było niewiele.

Pomimo tego, co się działo, pewnej inteligentnej osobie przyszło do głowy wydać rozkaz, aby wybrać matematyków i fizyków z wyższym wykształceniem spośród rekrutów i zamiast parady, z której kolumny kierowały się prosto na linię frontu, wysłać ich do szkół artylerii.

I w ten sposób, dosłownie w ciągu kilku tygodni, tata został strzelcem przeciwlotniczym.

Tuła - klucz do Moskwy

Ich dywizja strzegła z powietrza Tuły. Druga bateria dywizji, którą dowodził tata, „utrzymywała” centralny plac miasta, na którym znajdowała się kwatera główna Rokossowskiego (chociaż przyznaję, że z wysokości epoletetów ojca-porucznika nie można było zobaczyć, czy Rokossowski był tam czy inny generał, zwłaszcza że strzelcy przeciwlotniczy mieli swoich własnych dowódców). I tak, jak opowiadał mi mój ojciec, stało się oczywiste, że Tułę zostawiają.

Jednostki strzeleckie zamykające odwrót wymaszerowały z placu, batalion medyczny odszedł, następnie wycofały się jednostki tyłów, jako ostatni wycofali się zwiadowcy pilnujący kwatery głównej, a na koniec rota sztabu wyniosła tajne sejfy.

Następnie, jak opowiedział mój ojciec, Konstantin Rokossowski wyszedł na samotny opuszczony plac, spojrzał z troską na zegarek i wsiadł do samochodu... Pozostawili Tułę, która od wieków nazywana była „kluczem do Moskwy”. W tych godzinach praktycznie nie było wojsk pomiędzy Tułą a stolicą. Nietrudno wyobrazić sobie możliwy rozwój wydarzeń w tej sytuacji.

Strzelcy przeciwlotniczy mieli wychodzić jako ostatni, obawiano się, że Niemcy zbombardują odwrót. Ale Niemcy nie bombardowali, najwyraźniej wiedzieli, że i tak Tuła pozostaje, i nie chcieli niszczyć słynnych fabryk broni, których cena była dobrze znana. No i dlaczego bombardować? Oczywiście byli pewni, że miasto zostanie nienaruszone. Jednak druga bateria taty pozostała na centralnym placu...

W tym czasie pierwsza bateria dywizji została wysunięta poza miasto, aby osłaniać się rzadkimi barierami powietrznymi na niebezpiecznym odcinku; słusznie wierzono, że Niemcy będą wspierać samolotami swoich postępujących czołgistów. Pierwsza bateria batalionu artyleryjskiego, podobnie jak pierwsza kompania batalionu piechoty, jest jednostką specjalną.

Dowódca pierwszej baterii, zwykle najbardziej doświadczony i rozsądny oficer, który z reguły ma o gwiazdę więcej na pagonach niż reszta dowódców batalionów, powinien w razie potrzeby zastąpić dowódcę dywizji. Pierwszą baterią tej dywizji dowodził zdeterminowany i odważny człowiek, któremu udało się powalczyć czy na fińskiej wojnie, czy na Dalekim Wschodzie, już odznaczony orderem i już kapitan - bez żartów - zwłaszcza na jesieni 41 roku!

Tata podawał nazwisko pierwszego dowódcy batalionu, ale go nie zapamiętałem ani nie zapisałem, przepraszam Czytelników i pamięć o tym człowieku. Ale fakt, że nie podam tego nazwiska, ma swoją własną symbolikę: w mojej pamięci pozostał kolektywnym bohaterskim obrazem zwycięskich oficerów.

Czołgi generała Guderiana

Ale wracając do tego pamiętnego dnia. Pierwsza bateria zbliżyła się do wyznaczonej linii, rozlokowała się, wszystko przygotowane do strzału.

Czas mijał. Ale w pewnym momencie bariery piechoty, dla których wysłano baterię, najwyraźniej odwołano, oni odeszli, a strzelcy przeciwlotniczy nie dostali rozkazu odejść; to, jak powiedział tata, często się zdarzało. No cóż, wojna to wojna, a obiad musi być. Strzelcy usiedli do posiłku, korzystając z pięknego dnia i rzadkiej na froncie, a nawet szczególnie w tych dniach, ciszy.

Choinka w Tule
© Sputnik . Ramil Sitdikov
A potem, dosłownie zza wzgórza, pojawił się niemiecki rekonesans czołgów - trzy lub cztery lekkie czołgi, do nich był niecały kilometr. Potem okazało się, że była to 4. Dywizja Pancerna. Ta dywizja szła na czele kolumny słynnego Guderiana, który już uważał się za zdobywcę stolicy Rosji. W tym momencie wielka wojna, która objęła już całą Europę, zawęziła się do kilkuset metrów gdzieś w pobliżu Tuły na rosyjskim jesiennym polu i do kilkudziesięciu minut tego pięknego dnia.

Niemieckie samochody zbliżały się, nie skrywając się wcale, najwyraźniej z całkowitą pewnością, że w Tule nie ma żołnierzy i nie ma się czego obawiać. Czołgi wroga, maszerujące bez wsparcia piechoty, były jak na dłoni.

Nie oddali Niemcom Tuły

Dowódca batalionu, niemal bez namysłu, natychmiast rozkazał skierować działa przeciwlotnicze na bezpośredni ostrzał i to rozstrzygnęło sprawę. Działa przeciwlotnicze, dosięgające samolotów na wysokości kilku kilometrów i wyposażone w dobrą optykę jak na tamte czasy, działały doskonale w doświadczonych rękach. Kilka celnych strzałów zmusiło pierwszy czołg do zatrzymania się, drugi się zadymił, trzeci, najwyraźniej z rozbitą gąsienicą, zaczął powoli wycofywać się, jakby kulejąc, a czwarty, nawet nie próbując pomóc swoim, odwrócił się i „uciekał” ile sił.

Dowódca batalionu znał zasady wojny: umiejętnie i brutalnie ostrzeliwał unieruchomione czołgi, dopóki nie przestały wykazywać oznak życia.

Niemcy, jak wiecie, są pedantycznymi ludźmi - walczyli według podręcznika do Stalingradu i Kurska. Skoro okazało się, że ktoś nadal broni Tuły, to znaczy, że konieczne jest zebranie, zorganizowanie rozpoznania, zrozumienie, jakimi siłami dysponuje wróg, otrzymanie nowego rozkazu, zgodnie z zaistniałymi okolicznościami...

Godziny mijały i stało się jasne, że Niemcy nie spieszyli się z wejściem do Tuły. Jednostki Armii Czerwonej, wychodzące z okolic okrążenia i przerzedzone w bitwie, zostały wysłane do Tuły.

Tata, którego działa przeciwlotnicze stały obok centralnego placu miasta, powiedział, że pojawili się najpierw radzieccy oficerowie wywiadu, a następnie wmaszerował batalion piechoty, a po nich jednostki tyłów. A potem i rota sztabu, która rozładowała sejfy.

W końcu podjechał samochód generała i gwałtownie zahamował.

Wyszedł Konstantin Rokossowski, spojrzał na zegarek i poszedł do kwatery głównej.

Tuły Niemcom nie oddali...

Mark Gorin, redaktor naczelny gazety "Sputnik", Tel Awiw

Tematy:
75. rocznica Zwycięstwa (117)

Zobacz również:

Na Białorusi odkryto masowy grób rozstrzelanych podczas II wś
Znaleziono granat moździerzowy z II wś: leżał w burakach cukrowych
Tagi:
Żydzi, Tuła, Armia Czerwona, Zwycięstwo, ZSRR, rocznica zakończenia II wojny światowej, wspomnienia, II wojna światowa
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz