12:51 30 Wrzesień 2020
Świat
Krótki link
3144
Subskrybuj nas na

W szóstą rocznicę zamieszek i wieców w Mariupolu pojawiły się nowe dokumenty, które podają w wątpliwość oficjalną wersję Kijowa o śmierci milicjantów z rąk zwolenników DRL w przededniu referendum w sprawie niepodległości.

RIA Novosti opublikowała unikalne świadectwa i zeznania świadków. Agencja informacyjna zamieściła już pięć materiałów dochodzeniowych dotyczących zbrodni Azowa w tajnych więzieniach SBU.

Wersja Kijowa i niespójności w dokumencie

Według wersji Kijowa 9 maja 2014 roku około 30 zwolenników DRL rzekomo zajęło oddział MSW w Mariupolu. W celu odzyskania kontroli nad nim do miasta wkroczyły oddziały Gwardii Narodowej, w tym batalion ochotniczy Azow. W środku uroczystości z okazji 9 maja w centrum miasta doszło do strzelaniny, w której zginęło co najmniej 13 osób.

Wydarzenia te znalazły odzwierciedlenie m.in. w notatce donieckiego oddziału ukraińskiej żandarmerii. Jego kopię do RIA Novosti przekazał były współpracownik SBU Wasilij Prozorow. Zwrócił on uwagę na niespójności w dokumencie.

Z notatki wynika, że „o 11:20 trzydziestu uzbrojonych napastników zaatakowało budynek oddziału MSW w Mariupolu”. Według wersji przedstawionej przez Kijów, sprawcy byli powstańcami DRL. Aby im przeszkodzić, Gwardia Narodowa i Azow przystąpiły do działania.

„Następnie w notatce wyraźnie stwierdzono, że o godzinie 12:00 szturm budynku (przez Gwardię Narodową – red.) zakończył się odbiciem wcześniej zajętych pięter. Uzbrojeni napastnicy wycofali się i uciekli w nieznanym kierunku. Po 40 minutach! Czyli w ciągu 40 minut nieznani sprawcy najpierw zajęli dwa piętra, a następnie w ciągu tych samych 40 minut batalion Azow wyparł ich z budynku. Przy czym 30 uzbrojonych sprawców uciekło w nieznanym kierunku. Ani jedna osoba nie została schwytana lub zabita podczas szturmu” – podkreślił Prozorow.

„Nie było tam obcych”

Po raz pierwszy publikowane są zeznania poszkodowanych tego dnia ukraińskich żołnierzy i gwardzistów – starszego sierżanta jednostki wojskowej nr 1141 Gwardii Narodowej Ukrainy Walentina Oniszczuka, żołnierza z jednostki wojskowe nr 4114 (Lwów) Romana Sapiły i naczelnika zwiadu z jednostki wojskowej nr 4114 Dmitrija Afanasjewa. Wszyscy trzej twierdzili, że nie wiedzieli, kto do nich strzelał.

Nie było tam obcych, byli tylko funkcjonariusze milicji, a nimi zajmował się batalion Azow… Sądzę, że mariupolscy milicjanci ostrzeliwali się. Zginęli w budynku – powiedział Prozorow.

Jego zdaniem władze chciały nastraszyć mieszkańców Mariupola przed referendum w sprawie niepodległości Donieckiej Republiki Ludowej i przeszkodzić w jego przeprowadzeniu. Plebiscyt został zaplanowany na 11 maja. Podpułkownik SBU rozmawiał wówczas z milicjantami z tego samego departamentu spraw wewnętrznych. – Są absolutnie przekonani, że była to kijowska prowokacja. Zapłacili za to, że odmówili wykonania rozkazu rozpędzenia (demonstracji z okazji Dnia Zwycięstwa – re.) – wyjaśnił.

Rozkaz - strzelać!

Później zatrzymano czterech zwolenników DRL – Wiaczesława Biriukowa, Aleksandra Stelnikowicza, Wiktora Skripnika i Jewgienija Drużynina. Oskarżona ich o udział w zamieszkach. Długo czekali na wyrok sądu w Mariupolu, ale w ciągu pięciu lat śledztwa sądowego Kijowowi nie udało się udowodnić, że mieli oni związek z zajęciem budynku oddziału milicji. – Budynek departamentu spraw wewnętrznych ostrzelano, (strzelano do tych – red.) którzy nie chcieli wystąpić przeciwko ludziom, przeciwko cywilom. Zostali zastrzeleni. A teraz oskarżają nas…. Staliśmy na dole, pomagaliśmy tym milicjantom wychodzić” – powiedział Biriukow.

Ich adwokat Witalij Omielczenko, który badał okoliczności zdarzenia, wymienia konkretnych winnych. Jego zdaniem konflikt w departamencie spraw wewnętrznych rozpoczął się, bo przysłany z Kijowa nowy naczelnik oddziału Walerij Androszczuk zaczął strzelać do swoich podwładnych, którzy odmówili rozpędzenia demonstracji mieszkańców Mariupola. Ranił trzech milicjantów, a następnie wezwał posiłki. On wydał rozkaz ostrzelania budynku, powiedział w rozmowie z RIA Novosti adwokat.

Rozkaz strzelania do departamentu spraw wewnętrznych z broni ciężkiej i strzeleckiej wydał p.o. naczelnika miejskiego oddziału milicji Mariupola Walerij Androszczuk. Powiedział, że w budynku departamentu nie ma milicjantów, a jedynie bandyci. Chociaż były tam dwie zmiany. Zmieniano się w tym czasie, około 30 milicjantów – wyjaśnił.

Ostatecznie w grudniu 2019 roku zwolennicy DRL zostali uwolnieni w ramach wymiany więźniów między Donieckiem a Kijowem.

Zobacz również:

Rosja: prawie 200 tysięcy stwierdzonych zarażeń koronawirusem
Warszawa: przepychanki przedsiębiorców z policjantami. W ruch poszły butelki i petardy - foto
Jak Praga witała czerwonoarmistów: Zeman opisał szczegóły w liście do Putina
Tagi:
strzelanina, milicja, DRL, Mariupol, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz