07:05 25 Listopad 2020
Świat
Krótki link
Protesty po śmierci George'a Floyda (80)
2352
Subskrybuj nas na

Po zamordowaniu George'a Floyda przez policjanta w Minneapolis w dniu 25 maja, wściekli Amerykanie protestowali na ulicach prawie wszystkich największych amerykańskich miast, co niekiedy prowadziło do starć z organami ścigania.

Zdjęcia i nagrania z funkcjonariuszami policji stosującymi przemoc wobec gwałtownych zamieszek i pokojowych demonstrantów są szeroko rozpowszechnione w mediach społecznościowych, oddziały Gwardii Narodowej rozmieszczone zostały w całym kraju w celu wprowadzenia godzin policyjnych, a prezydent Donald Trump wygłosił liczne oświadczenia, które wywołały wiele kontrowersji, takie jak obietnica "Kiedy się zaczną (grabieże), rozpocznie się strzelanie”.

W takich czasach ludzie na całym świecie zwracają się do międzynarodowych organizacji praw człowieka w celu uzyskania informacji, oczekując potępienia przemocy i działania na rzecz praw człowieka.

Niemniej jednak każdy odwiedzający stronę internetową Human Rights Watch w poszukiwaniu istotnej informacji zostanie zignorowany. Rzeczywiście, na dzień 1 czerwca nie było ani jednej wzmianki o Floydzie ani brutalnej reakcji na protesty zainspirowane jego zabójstwem, chociaż Human Rights Watch twierdzi, że jest „jedną z wiodących niezależnych organizacji na świecie zajmujących się ochroną praw człowieka”.

Zrzut ekranu wyników wyszukiwania na oficjalnej stronie Human Rights Watch.
© Zdjęcie : Screenshot
Zrzut ekranu wyników wyszukiwania na oficjalnej stronie Human Rights Watch

Pytanie o priorytety

Milczenie HRW jest jeszcze bardziej trudne do zrozumienia, biorąc pod uwagę doniesienia organizacji opublikowane w ciągu ostatnich siedmiu dni: brutalność policji wobec protestujących w Ekwadorze, wyrok śmierci w Singapurze wydany poprzez Zoom i przepisy dotyczące zabezpieczenia społecznego pracowników zatrudnionych w przetwórstwie mięsnym w Niemczech – wszystkie zostały uznane za ważne tematy wymagające publikacji.

W pewnym sensie jednak fakt, że HRW przymyka oczy na kryzys humanitarny na ulicach Stanów Zjednoczonych, nie może być zbyt zaskakujący. Tendencja organizacji do ignorowania, a nawet popierania łamania praw człowieka w USA, przy jednoczesnym znacznym zaostrzeniu, wręcz przesadnym, rzekomych nadużyć przez „wrogów” Waszyngtonu dokonywanych na całym świecie, została dobrze udokumentowana.

Na przykład w 2009 roku nowo wybrana administracja Baracka Obamy dała jasno do zrozumienia, że nie odrzuci polityki „niezwykłej” ery Busha: nielegalnej praktyki porywania osób podejrzanych o udział w grupach terrorystycznych lub związkach z nimi oraz przenoszenia ich na cały świat do „czarnych miejsc” w celu przeprowadzenia okrutnych tortur.

Strategia ta doprowadziła do powstania kilku wyspecjalizowanych kampanii, z których niektóre oferują bezpłatne wsparcie prawne niezliczonym ofiarom. HRW nie wydawało się jednak tak zaniepokojone, ówczesny dyrektor waszyngtońskiej adwokatury Tom Malinowski posunął się do stwierdzenia, że w ograniczonych okolicznościach było legalne miejsce do ekstradycji, a nawet wezwał krytyków, aby byli po prostu cierpliwi, podczas gdy Waszyngton rozwinął o wiele lepszy sposób na wydobycie informacji od zagranicznych podejrzanych.

Chcą opracować system, który nie doprowadzi do wysłania ludzi do zagranicznych więzień w celu torturowania, ale opracowanie tego systemu zajmie trochę czasu – powiedział.

Stałe przeszkody

Poddanie Malinowskiego władzom opłaciło się. Cztery lata później został powołany do administracji Obamy jako asystent sekretarza stanu ds. demokracji, praw człowieka i pracy. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek brał udział w cotygodniowym spotkaniu w Białym Domu "terror we wtorek", na którym ówczesny prezydent i personel dyskutowali na temat pozasądowej strategii zabijania przez drony, która doprowadziła do śmierci wielu niewinnych ludzi, w tym kobiet i dzieci.

Wkrótce po awansie Malinowskiego Stany Zjednoczone otwarcie dyskutowały, czy atakować lotnictwem Syrię, naruszając Kartę Narodów Zjednoczonych, a dyrektor wykonawczy HRW Kenneth Roth zastanawiał się na Twitterze, czy „symboliczne” bombardowanie byłoby odpowiednie.

Jego komentarz skłonił Johna Tyrmana, dyrektora wykonawczego Center for International Studies w Massachusetts Institute of Technology, do nazwania tego postu „być może najbardziej ignoranckim i nieodpowiedzialnym oświadczeniem znaczącego działacza na rzecz praw człowieka”.

Bliskie związki HRW z sektorem korporacyjnym i publicznym Stanów Zjednoczonych powinny pozbawić tę instytucję prawa do wszelkich publicznych roszczeń o niezależność. Takie oświadczenie jest rzeczywiście nie do utrzymania biorąc pod uwagę status organizacji z siedzibą w Stanach Zjednoczonych jako drzwi obrotowych dla urzędników państwowych wysokiego szczebla. Usunięcie „niezależnej” etykietki pozwoliłoby dokładniej ocenić wnioski i propagandę HRW, a jej uprzedzenia wyraźniej zinterpretować

– napisał w tym roku dyrektor ds. komunikacji Bernie Sanders Kin Bhatt.

Niedawno Roth zaczął wspierać tajne działania USA w Ameryce Łacińskiej. W listopadzie 2019 roku doszło do zamachu stanu w Boliwii, w wyniku którego lewicowy prezydent Evo Morales został obalony i uciekł z kraju, aresztowano wielu urzędników rządowych i dziennikarzy, zabito niezliczonych protestujących, a siłom bezpieczeństwa przyznano carte blanche na morderstwa i tortury, aby  usatysfakcjonować ich wprowadzeniem prawa, zapewniającego pełny immunitet na wszelkie przestępstwa popełnione przez władze podczas „przywracania porządku”.

W swoim raporcie o kryzysie HRW w ogóle nie użyła terminu „zamach stanu”, twierdząc, że Morales „zrezygnował” i po prostu „pojechał do Meksyku”, wyrażając nadzieję, że niedawno ustanowiona junta „określi priorytety praw”.

Roth jeszcze bardziej pokłonił się na Twitterze, sugerując, że wybrany prezydent Boliwii został usunięty z urzędu dosłownie pod celownikiem, co w rzeczywistości było ogromnym krokiem naprzód, i twierdząc, że Morales był „ofiarą kontrrewolucji mającej na celu obronę demokracji”. Ironicznie potępił także rzekome sankcje Moralesa za użycie śmiertelnej siły przeciwko protestującym.

Sputnik skontaktował się z HRW, aby wyjaśnić widoczną niezdolność organizacji do publikowania jakichkolwiek treści związanych z morderstwem George'a Floyda i protestami, które szalały w całym kraju przez cały tydzień, ale wciąż jeszcze nie otrzymał odpowiedzi.

Reakcja Human Rights Watch

Emma Daily, dyrektor ds. komunikacji Human Rights Watch, skomentowała protesty dla hiszpańskiego RTVE. Według niej problem nadużywania siły przez policję wobec afroamerykańskich społeczności nie tylko polega na tym, że czasami kogoś zabijają, ale także na tym, że na co dzień używają więcej siły wobec Afroamerykanów niż białych. Skrytykowała działania Trumpa, ponieważ zamiast sprawować „przywództwo, które próbuje zjednoczyć kraj”, publikuje twitty, które „nie pomagają w deeskalacji”. A także, że jako lider musi podjąć działania, które „doprowadzą nas do sytuacji, w której policja wie, jak wykorzystać swoją moc w produktywny i niedyskryminujący sposób”.

Jeśli chodzi o Human Rights Watch, reakcja na incydent zakończyła się krótkim postem opublikowanym na Twitterze:

Potrzebujemy wskazówek, które rozpoznają pierwotną przyczynę tego problemu i wymagają sprawiedliwości – co oznacza ściganie osób odpowiedzialnych za śmierć #GeorgeFloyd. Nadszedł czas, aby zatrzymać przemoc i zachęcić do empatii i zrozumienia. Cytat autorstwa @NicoleAustinHil
Tematy:
Protesty po śmierci George'a Floyda (80)

Zobacz również:

USA: Gwardia Narodowa walczy z protestami w 21 stanach
„Rozszaleliście się, pora wracać do rzeczywistości”: Zacharowa do byłej doradczyni prezydenta USA
Uber padł ofiarą zamieszek w USA
Tagi:
protesty, prawa człowieka, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz