05:36 30 Wrzesień 2020
Świat
Krótki link
1233
Subskrybuj nas na

20 lat temu, 12 sierpnia 2020 roku, w czasie manewrów na Morzu Barentsa zatonął okręt podwodny K-141 „Kursk”. To najstraszniejsza katastrofa w historii rosyjskiej floty podwodnej. Cała załoga zginęła. 118 osób. Zgodnie z wnioskami Prokuratury Generalnej przyczyną katastrofy był wybuch torpedy wywołany wyciekiem paliwa.

Ostatnie wyjście w morze

Na planowe ćwiczenia na Morzu Barentsa „Kursk” wypłynął 10 sierpnia. Głównym przeznaczeniem okrętu była walka z dużymi okrętami nawodnymi przeciwnika, przede wszystkim – lotniskowcami.

Dwa dni trwały ćwiczebne manewry.

Rankiem 12 sierpnia marynarze szykowali się do przeprowadzenia umownego ataku grupy lotniskowców z użyciem torped. W umówionym czasie obserwatorzy nie zarejestrowali jednak ataków torpedowych. W punkcie dowódczym floty nawodnej nie zarejestrowano wynurzenia łodzi podwodnej, nie odebrano też raportu z wykonania ćwiczenia taktyczno-bojowego. Łączność z okrętem uległa zerwaniu. O 11.30 norweskie stacje sejsmologiczne odnotowały wstrząs o magnitudzie 1,5, a po upływie kilku minut jeszcze jeden, potężniejszy – o magnitudzie 3,5.

Szanse na przeżycie praktycznie zerowe

Na poszukiwania krążownika podwodnego udał się oddział statków Floty Północnej. „Kursk” znaleziony został nazajutrz, na głębokości 108 metrów. Oględziny okrętu wykazały, że okręt dosłownie wbił się w dno pod kątem około czterdziestu stopni, dziób uległ rozbiciu, a komory przednie zostały całkowicie zatopione. Szans na ocalenie ludzi było mało. Według ocen konstruktorów załodze starczało powietrza na pięć-sześć dni. Tym niemniej przystąpiono do działań ratowniczych: w rejon katastrofy wysłano krążownik atomowy „Piotr Wielki”, okręt podwodny i około dwudziestu okrętów i statków ratowniczych. Marynarzy „Kurska” próbowano ocalić przez ponad tydzień. Do okrętu kilka razy spuszczano głębokowodny pojazd klasy Priz, w żaden sposób nie udawało się jednak dostać do wnętrza.

Ministerstwo obrony Rosji nawiązało dialog z przedstawicielami NATO, prosząc o pomoc techniczną w ratowaniu załogi „Kurska”. Jako pierwsi na pokład krążownika krążownika przedostali się norwescy nurkowie, którzy w rejon katastrofy podpłynęli statkiem Seaway Eagle. 20 sierpnia Norwegowie zdołali dostać się do luku awaryjnego i specjalnymi narzędziami otworzyli właz.

Kamery wideo pokazały, że wszystkie komory zostały zatopione – nie było żadnych kieszeni powietrznych. I 21 sierpnia naczelnik sztabu Floty Północnej wiceadmirał Michaił Mocak potwierdził, że cała załoga zginęła.

Operacja wyciągnięcia ciał marynarzy rozpoczęła się 20 października 2000 roku.

Śledczy ustalili, że w momencie wybuchu ocaleli ludzie w szóstej, siódmej, ósmej i dziewiątej komorach. Wszyscy przeszli do dziewiątej komory i tam czekali na pomoc, przez kilka godzin wysyłając sygnały…

Udało się wyciągnąć i zidentyfikować szczątki 115 ze 118 członków załogi. Oględziny „Kurska” pokazały, że jego reaktor atomowy i mechanizmy pomocnicze nie uległy uszkodzeniu. Monitoring radiacyjny przeprowadzony przez norwesko-rosyjskich nurków to potwierdził.

Na niektóre pytania wciąż nie ma odpowiedzi

O awarii na okręcie podwodnym przyjaciele i krewni załogi dowiedzieli się z wiadomości radiowych. Cały kraj śledził przebieg operacji ratowniczej. Przez pierwsze dni po tragedii napływały sprzeczne informacje. Odpowiedzi na pytania o to, co się tego dnia wydarzyło i jaki był mechanizm tragedii, nie ma do dziś.

Według oficjalnych przyczyn tragedii doszło do zniszczenia wyrzutni torpedowej z torpedą, która uległa eksplozji, jednocześnie zaczęła napływać woda i wybuchł pożar na skutek rzuconej do komory mieszaniny tlenu i nafty. Pożar doprowadził do drugiego wybuchu. Jednak próby przeprowadzenia symulacji warunków, które doprowadziły do pierwszego wybuchu torpedy, nie zostały zwieńczone sukcesem – skoncentrowany nadtlenek nie chciał wejść w reakcję (przed wybuchem) z rdzawą i nie zapaliła smaru. Czemu więc doszło do wybuchu w wyrzutni torpedowej?

Wiele omawianych do dziś nieoficjalnych wersji odnośnie „wydarzenia numer jeden” kręci się wokół zagranicznego okrętu podwodnego. Jak pisze Wzgliad, okręt rzeczywiście się tam znajdował. Informacja o tym, że w rejonie ćwiczeń znajdowały się amerykańskie okręty podwodne „Memphis” i „Toledo”, jest wysoce prawdopodobna. Wiadomo, że rejestrowane były „sygnały” hydrolokatora „Kurska”, co jest jawną oznaką tego, że załoga rosyjskiego okrętu usiłowała ujawnić krążącą całkiem blisko cichą i trudną do wykrycia łódź. Istnieją dwie wersje tego, jak zagraniczny okręt mógł doprowadzić do „wydarzenia numer jeden” – zderzenie i atak torpedowy…

Nikt nie dysponuje pełnią dowodów, dlatego po 20 latach specjaliści nie przestają badać szczegółów katastrofy, do której doszło na Morzu Barentsa.

Zobacz również:

Atak na tankowce z ropą w Zatoce Omańskiej. Jeden zatonął
W Rosji zatonął okręt podwodny – wideo
„Kursk” ratuje historyczną pamięć Polski i Europy
Tagi:
katastrofa, krążownik atomowy „Kursk
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz