Świat
Krótki link
8746
Subskrybuj nas na

W Stanach Zjednoczonych można zauważyć niepokojące oznaki tego, że kraj zmierza do rozłamu, pisze profesor socjologii Dana Fisher w artykule dla Business Insider.

W ostatnich dniach Amerykanie dowiedzieli się, że prezydent USA Donald Trump rozważa wprowadzenie stanu wojennego w celu utrzymania władzy. Obecny szef państwa może powołać się na Rebellion Act, aby uniemożliwić Joe Bidenowi objęcie funkcji prezydenta, czytamy w artykule.

Według autorki śliskie zbocze, które doprowadziło do „hiperpolaryzacji polityki” w Stanach Zjednoczonych, zaczęło się na długo przed wyborami w 2016 roku.

Ale nie ma wątpliwości, że wybór Donalda Trumpa i jego cztery lata urzędowania ponownie rozpaliły płomień partyzantki – przekonuje profesor.

Fischer zarzuciła Trumpowi, że nie porzucił idei „białej supremacji”.

„Podczas gdy poprzedni liderzy obu partii politycznych zdecydowanie sprzeciwiali się nienawiści, krytykowali akty przemocy, Trump nie potępia takich działań” – uważa.

Jej zdaniem polityka Trumpa doprowadziła do tego, że w Stanach Zjednoczonych coraz częściej pojawiają się niepokoje społeczne.

Fischer doszła do wniosku, że po inauguracji Bidena, która odbędzie się za pięć tygodni, „pokojowe protesty” na amerykańskich ulicach nie będą bezpieczne bez obawy, że na demonstrantów nie napadną zwolennicy Trumpa.

Jednocześnie nazwała ona uzbrojonych ludzi na ulicach Stanów Zjednoczonych, których potępił Trump, „oszukanymi Amerykanami, którzy zakwestionowali legitymację władzy”.

„Innymi słowy, to może być dopiero początek” – podsumowała.

Zobacz również:

Trump: To nie Rosja stoi za masowym atakiem hakerów w USA
Trump zaprzecza, że ma cokolwiek wspólnego ze sprawą syna Bidena
Trump podpisał jednodniowy budżet. W obawie przed shutdownem
MO Federacji Rosyjskiej, Rostech i SWR znalazły się na liście sankcyjnej USA
Tagi:
protesty, Joe Biden, Donald Trump, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz