05:12 21 Luty 2020
Światowa prasa
Krótki link
Autor
41175
Subskrybuj nas na

Szczyt NATO, którego uczestnicy skoncentrowali się na „obronie byłych członków Układu Warszawskiego” przed rosyjskim zagrożeniem, przekształcił się w teatr absurdu i nie ma nic wspólnego z ideą obrony zbiorowej, pisze „The National Interest”.

Prezydent Polski Andrzej Duda na szczycie NATO w Warszawie
© REUTERS / Kacper Pempel
Nikt na poważnie nie może mieć nadziei, że Rosja przestraszy się czterech batalionów, których łączna liczba nie przekracza nawet tysiąca żołnierzy, w krajach bałtyckich i w Polsce. Najprawdopodobniej członkowie sojuszu liczą na pojawienie się czegoś na kształt „czynnika odstraszającego” w stosunku do Moskwy, by uspokoić nerwy krajów, które nie na żarty wystraszyły się napływających informacji o rosyjskim przezbrojeniu.

Jednak, gdyby kraje NATO rzeczywiście były zainteresowane zachowaniem stabilności w krajach bałtyckich, to, zamiast wysyłać jednostki wojskowe, skoncentrowałyby się na takich kwestiach, jak stosunek lokalnych władz do rosyjskojęzycznej ludności i skuteczna integracja mniejszości narodowych.

Tymczasem w plany Sojuszu nie wchodzi taki scenariusz, głównie dlatego, że już dawno przestał być on instrumentem zbiorowej obrony i zachowania stabilizacji na świecie. Teraz jego kluczowa rola polega na tym, by dawać Stanom Zjednoczonym możliwość zarządzania europejskim bezpieczeństwem. I pozostałe cele i zadania, m.in. omawiane w ramach szczytu w Warszawie, są niczym więcej jak farsą, rozgrywaną, by odwrócić uwagę od tej realności, pisze „The National Interest”.

Zobacz również:

Krwawy czerwiec w Donbasie. Rekordowa liczba ofiar od 10 miesięcy
Były trener rosyjskich piłkarzy: zrozumieć, że jesteśmy gów***
Brexit: rząd Camerona odrzucił petycję o powtórnym referendum
Tagi:
szczyt, NATO, kraje bałtyckie, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz