03:46 18 Styczeń 2020
Światowa prasa
Krótki link
Autor
2213812
Subskrybuj nas na

Nie można bezkarnie organizować szczytu w Warszawie, pod nosem największego na świecie mocarstwa jądrowego. Rzecz jasna, nie należy też lękliwie nadskakiwać Moskwie, ale co powiedzieliby Amerykanie, gdyby Rosja przeprowadziła takie spotkanie w Meksyku? – zastanawia się Roland Hureaux na łamach francuskiego „Atlantico”.

Na początku lipca odbył się szczyt NATO w Polsce. Ponadto sojusz wysłał tysiące żołnierzy w pobliże rosyjskich granic. Kilku wschodnich członków bloku na własne ryzyko próbowało wskrzesić klimat zimnej wojny.

Warszawski szczyt NATO jeszcze nie oznacza wojny, ale jest prowokacją godzącą w Rosję. Zresztą, konieczność takiego rozwiązania budzi wątpliwości, a ryzyko jest zrozumiałe: nie można bezkarnie organizować takiego spotkania na szczycie pod nosem największego na świecie mocarstwa jądrowego. Rzecz jasna, nie trzeba też lękliwie nadskakiwać Moskwie, ale co powiedzieliby Amerykanie, gdyby Rosja przeprowadziła takie spotkanie w Meksyku?

W deklaracji końcowej szczytu potępia się (budziłoby to śmiech, gdyby nie dotyczyło tak poważnych kwestii) „agresywne działania Rosji, w tym prowokacyjną aktywność wojskową na peryferiach terytorium NATO”.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel
© AFP 2019 / Britta Pedersen
Ale gdzie znajdują się te peryferie NATO? Na Karaibach? Nie, w „regionach bałtyckim i czarnomorskim”.

Oświadczenie jest tym bardziej niepokojące, że w czerwcu w Polsce i krajach bałtyckich, czyli tuż przy rosyjskich granicach, odbyły się ćwiczenia „Anakonda” z udziałem co najmniej 24 krajów. Pomimo pojednawczych słów Hollande’a (prezydent podkreślił, że nie uważa Rosji „ani za wroga, ani za zagrożenie”) w Warszawie i apelu ministra spraw zagranicznych Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera do NATO o powściągliwość oba kraje podpisały deklarację końcową i uczestniczyły w manewrach. Francja wysłała tam jedynie 150 żołnierzy. To bardzo mało w kategoriach wojskowych, ale nadal służy jako symbol solidarności politycznej z wątpliwym (co najmniej) przedsięwzięciem.

31 000 ludzi. Wystarczy do prowokacji, ale w porównaniu z Rosją, która może błyskawicznie rozwinąć 30-krotnie większe siły po drugiej stronie granicy, wywołuje śmiech.

PRÓBA ZATUSZOWANIA SŁABOŚCI?

W takim razie jaki mają w tym interes? Jeśli wierzyć licznym specjalistom, dziś Rosja ma wyraźną przewagę nad Stanami Zjednoczonymi w klasycznych konfliktach zbrojnych. Do tego należy dodać jej potwierdzone możliwości w zakresie zakłócania i niedawne prace nad pociskiem balistycznym rozwijającym prędkość, która pozwala na ominięcie wszelkich środków zaradczych (a zatem sprawia, że tarcza antybalistyczna staje się bezużyteczna).

Za Stalina Związek Radziecki stworzył broń jądrową cztery lata po Ameryce. W tym okresie USA zachowywały się niezwykle agresywnie i, w szczególności, zorganizowały blokadę Berlina, by wszyscy zapomnieli o swojej słabszej pozycji strategicznej.

Niewykluczone, że obecne manewry NATO kierują się właśnie taką logiką. Jednak wątpliwe, czy Putin da się na to nabrać!

Innym wyjaśnieniem może być dążenie do uspokojenia Polski i krajów bałtyckich, które nadal tracą głowę na myśl o rosyjskim zagrożeniu. Z uwagi na historię pewne obawy z ich strony można zrozumieć. Ale czy dziś są one uzasadnione?

Szczyt NATO potępia przyłączenie Krymu i rosyjską pomoc powstańcom z Donbasu. Amerykańscy neokonserwatyści na czele z Hillary Clinton widzą w tym procesie podbój, porównywalny do tego, co działo się za rządów Hitlera.

Nie zapominajmy, że kroki, o które oskarża się Putina, były jedynie odpowiedzią na to, co Valéry Giscard d’Estaing nazwał zorganizowanym przez CIA zamachem stanu (wydarzenia na Majdanie w lutym 2013 roku) w celu obalenia legalnych władz w Kijowie i zamienienia ich wrogim wobec Rosji rządem.

W efekcie Moskwa mogła stracić bazy marynarki wojennej w Sewastopolu (w wyniku radzieckich przetasowań przekazane Ukrainie), co byłoby dla niej nie do zaakceptowania z geograficznego punktu widzenia.

Dotychczas Putin grał według zasad obrony, nawet w Syrii, jedynym punkcie oporu Rosji na Bliskim Wschodzie, który USA jawnie starały się osłabić, wspierając radyklanych islamskich rebeliantów przeciwko władzy al-Asada. Co więcej, Putin nawet w najmniejszym stopniu nie wykazał się wrogością w stosunku do Polski czy krajów bałtyckich, czego o nich powiedzieć nie można.

ILUZORYCZNA OBRONA

Wyobraźmy siebie, że te kraje faktycznie są zagrożone. Czy nie jest oczywistym, że wszystkie gesty NATO dają jedynie iluzoryczne poczucie obrony?

W latach 60. ubiegłego wieku w Europie Zachodniej pojawiły się uzasadnione wątpliwości co do potencjału amerykańskiej obrony w odniesieniu do wciąż niebezpiecznego Związku Radzieckiego.

Doktryna odmierzonej odpowiedzi zamieniła w Waszyngtonie strategię zmasowanego ataku. W rozumieniu generała de Gaulle’a oznaczało to, że USA nie są gotowe do zaryzykowania bezpośrednim konfliktem jądrowym z ZSRR w obronie Europy Zachodniej. Z tego wyciągnął on wnioski, iż Francja musi mieć własną broń jądrową. Dlatego czy można wierzyć, że jeśli w przeszłości USA nie były gotowe na to dla dobra Francji i Wielkiej Brytanii, to dziś zrobią to dla Polski i Litwy?

Zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, jak bardzo prezydent Roosevelt starał się w 1938 roku popchnąć Francuzów i Brytyjczyków do podpisania układu monachijskiego ws. podziału Czechosłowacji.

Innymi słowy, te kraje nie chcą igrać z ogniem. To, że rozniecają wokół Rosji takie namiętności, oznacza, iż spoczywa na nich nie mniejsza odpowiedzialność niż na USA z ich iluzorycznymi obietnicami obrony.

Polska jest na swój sposób ujmującym krajem, ale chronicznie nieodpowiedzialnym, o czym świadczą dwie wojny. Autorytet Jana Pawła II na jakiś czas uspokoił jej liderów. Ale nie ma go już wśród nas, jak i gwarancji, że jego następca zdoła na nią wpłynąć. 

Wykonując wiele niezgrabnych kroków w 1939 roku, Polacy i mieszkańcy krajów bałtyckich w rezultacie nie osiągnęli swoich celów.

Wówczas Francja i Wielka Brytania (a nie USA) zaryzykowały własną przyszłością, przychodząc im z pomocą. Zresztą, na nic się to zdało.

Dlatego teraz będzie dla nich lepiej, jeśli podobny scenariusz się nie powtórzy.

Artykuł opublikowano w formie skróconej. Oryginał można przeczytać tutaj.

Zobacz również:

Rusofobia z grubej rury
Financial Times: Rosja prowadzi efektywną grę obronną w gospodarce
Niesłychane draństwo ABW
Swiridowa wiara w Polskę
Obrońmy wschodnią flankę przed NATO
Sąd w Polsce zawiesił postępowanie ws. cofnięcia Swiridowowi zezwolenia na pobyt w UE
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Tagi:
szczyt NATO, bazy NATO, NATO, CIA, Valéry Giscard d’Estaing, Frank-Walter Steinmeier, Władimir Putin, François Hollande, Czechosłowacja, Meksyk, Sewastopol, ZSRR, kraje bałtyckie, Wielka Brytania, Francja, USA, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz