02:16 18 Styczeń 2021
Światowa prasa
Krótki link
Autor
23660
Subskrybuj nas na

Mantrą amerykańskiej kampanii wyborczej stała się teza, że Rosja jest „zajadłym wrogiem Ameryki”. Każdy, kto proponuje współpracę z Moskwą, automatycznie zostaje „poplecznikiem, marionetkę lub agentem Kremla”, a czasami nawet „potencjalnym zdrajcą ojczyzny”, pisze „The Intercept”.

Nie ma tygodnia, aby nie doszło do kolejnego „polowania na czarownice” i aby kogoś nie oskarżono o sympatyzowanie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem – pisze amerykański dziennikarz Glenn Greenwald w artykule dla „The Intercept”. Ostatni przypadek – wywiad dziennikarki RT Larry King z Donaldem Trumpem.

To była prawdziwa sensacja. Zdaniem Freda Kaplana z „Slate”, ani jeden Amerykanin, a tym bardziej kandydat na prezydenta, nie powinien występować w RT i krytykować USA. Ale nie jest to pierwszy taki przypadek.

— Wcześniej na antenie RT pojawiali się radziecki szpieg Bernard Sanders (rozmawiał z najemnikiem Putina i prowadzącym RT Edem Schultzem), Bill Maher (wykonuje specjalne zadania, mające zniszczyć amerykańską kulturę jako prowadzący HBO) oraz Stephen Hawking (którego FBS wysłała do USA, by prowadził działalność antyamerykańską, udając fizyka), ironizuje Greenwald.

Komunistyczna Rosja już dawno nie istnieje, ale wypracowane przez dziesięciolecia zimnej wojny chwyty do tej pory są skuteczną polityczną taktyką. Aby pozbyć się przeciwnika, amerykański polityk musi jedynie nazwać go „agentem Kremla”, sugeruje autor.

W przestrzeni publicznej często spotyka się z tym Donald Trump. Niedawno dziennikarz NBC zapytał Republikanina czy lubi otrzymywać komplementy z ust „byłego kagebesznika”. Kongresmen Charlie Rangel nazywa rosyjskiego prezydenta „komunistycznym liderem” i „potencjalnym wrogiem”. Z kolei dziennikarze „The New York Times” Jonathan Martin i Amy Chozick opublikowali artykuł, w którym jest mowa o tym, że normalizacja stosunków z Moskwą zajmuje centralne miejsce w kampanii Trumpa, co byłoby nie do pomyślenia dla Republikanina w trakcie zimnej wojny lub wkrótce po jej zakończeniu.

Jak pisze Greenwald, w tej sytuacji jest kilka paradoksalnych i potencjalnie niebezpiecznych momentów. Największy paradoks polega na tym, że podczas gdy Demokraci na czele z Hillary Clinton atakują Trumpa za jego pozytywny stosunek do Putina i poszukują dookoła kremlowskich agentów, w cieniu pozostaje pewien polityk, który bardzo wyróżnia się na tym tle. Jest nim Barack Obama, który jeszcze nie został „agentem Kremla”, mimo ciągłych prób normalizacji stosunków z Rosją i uporczywego odrzucania Rosji jako zagrożenia dla USA.

— Obama najwyraźniej jest jedynym amerykańskim politykiem, który nie chce brać udziału w tych masowych bachanaliach w najlepszych tradycjach zimnej wojny – Greenwald cytuje dziennikarza „The Guardian” Trevora Timma.

Obama ignoruje oburzenie Demokratów na „ingerowanie przez Moskwę” w amerykański proces wyborczy i wywołując gniew wielu (np. znanego dziennikarza Maxa Boota, który oskarża Biały Dom o „przelewanie z pustego w próżne”, zamiast sprzeciwić się Rosji) nie chce konfrontacji z Władimirem Putinem. Innymi słowy, nic nie robi.

— Wszystkie te niekończące się próby przyrównania chęci normalizacji stosunków z Rosją ze zdradą Ameryki lub przedstawienia wszelkich więzi z Moskwą jako dowodu na antyamerykańskie sympatyzowanie z Putinem są bardzo niezdrowym zjawiskiem. Jest to nie tylko niebezpieczne i nosi represyjny charakter, ale i zadziwiająco krótkowzroczne – podsumowuje Greenwald.

Zobacz również:

Wiceszef MON RP: odszkodowania dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej są za niskie
Erdogan: PKK próbuje przeszkodzić w operacji tureckich sił zbrojnych w Syrii
Moskwa zatańczy jubileuszowego poloneza? (WIDEO)
Tagi:
wybory prezydenckie, Donald Trump, Hillary Clinton, Władimir Putin, Barack Obama, USA, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz