Widgets Magazine
13:16 17 Wrzesień 2019
Flagi USA

NI: jakie niebezpieczeństwo kryje się w kontaktach USA z Arabią Saudyjską?

© AP Photo / Charlie Riedel
Światowa prasa
Krótki link
5631
Subskrybuj nas na

Stosunki między USA i Arabią Saudyjską w kontekście przyjętej przez Kongres ustawy 9/11, są ryzykowne i skomplikowane – pisze Paul Pillar na łamach „The National Interest”.

„Ustawa o Sprawiedliwości wobec Sponsorów Terroryzmu”, zawetowana przez prezydenta USA Baracka Obamę i przyjęta w tym tygodniu przez Kongres, umożliwia rodzinom ofiar ataku na World Trade Center pozywanie w sądach amerykańskich rządu Arabii Saudyjskiej oraz krajów podejrzewanych o wspieranie terroryzmu.

Jednak amerykańskie władze tą decyzją zdezorientowały społeczność międzynarodową i Rijad. Ponadto same sobie zaszkodziły. Kongres, umożliwiając składanie pozwów przeciwko Saudyjczykom, odszedł od zasady „suwerennego immunitetu” i stworzył precedens, „by działania USA za granicą były przedmiotem międzynarodowych procesów sądowych”, pisze Pillar.

Prezydent USA Barack Obama
© REUTERS / Kevin Lamarque
Kongres, m.in. ze względu na trwającą kampanię wyborczą, nie bał się „odwrócić się plecami” do Saudyjczyków w tej kwestii, wiedząc z góry, że ustawa jest zła i po wyborach będzie wymagać dopracowania. Jednocześnie amerykańska administracja bardzo nie chciała obrazić Rijadu, gdy godziła się na sprzedaż mu czołgów i innego sprzętu oraz uzbrojenia, które Saudyjczycy użyli podczas inwazji na Jemen. Inwazji – jak pisze autor — „niezwykle niszczycielskiej  i nieprzemyślnej”.

Teraz USA wysyłają dwa całkowicie sprzeczne sygnały odnośnie ich stosunku do Arabii Saudyjskiej. Oba skierowano w niewłaściwym kierunku. Po pierwsze, przed wydaniem zgody na sądzenie się z Rijadem w sprawie ataków terrorystycznych z 11 wrześnie nie przeprowadzono należytego śledztwa. Po drugie, sprzedaż broni do tego kraju mocniej łączy USA z tymi „jeszcze bardziej destabilizującymi i nieusprawiedliwionymi” działaniami Saudyjczyków, podkreśla Pillar.

Amerykańskie władze straciły z oczu strategiczne zagadnienia dotyczące tego, jak należy budować stosunki z Arabią Saudyjską, która nadal uważana jest za „sojusznika” USA. Przede wszystkim Waszyngton musi przeanalizować plusy i minusy bliskich kontaktów z Rijadem. Z jednej strony Arabia Saudyjska daje USA prawo dostępu wojskowego, a z drugiej – wplątuje się w skazane na porażkę regionalne konflikty, zmuszając do udziału w nich i USA.

Warto pamiętać też o tym, że wartości polityczne i społeczne USA oraz Arabii Saudyjskiej zasadniczo różnią się od siebie. W niektórych kwestiach nawet trudno wyobrazić sobie, aby „sojusznicy” aż tak bardzo różnili się od siebie. Ironia jest widoczna nawet w tym, że USA regularnie wyrażają zaniepokojenie rozpowszechnianiem się norm szariatu, ale zupełnie nie przejmują się bliskimi relacjami z reżimem, dla którego Koran jest konstytucją i który nie pozwala na wolność wyznania.

Należy uwzględnić i to, że sam w sobie reżim saudyjski jest „anachronizmem” i nie wiadomo, jak się zmieni w najbliższych latach. Na tle arabskiej wiosny i stopniowo pogarszającej się sytuacji rządzącej dynastii udaje się utrzymać pozycję, ale zawiłości relacji w rodzinie Saudów nie są dostępne dla oczu postronnego obserwatora. Eksperci sugerują, że w Arabii Saudyjskiej nie dojdzie do przewrotu, ale w przypadku zmiany władzy prawdopodobnie nowe twarze u władzy nie będą przychylne wobec USA. Co więcej, nie wiadomo, jak zakończy się ewentualna niestabilna sytuacja. To jeszcze jeden powód, dlaczego relacje z Rijadem są ryzykowne dla Waszyngtonu, pisze autor.

Zobacz również:

„Lech Kaczyński - historia najnowsza" lub co polski gimnazjalista wiedzieć powinien
Media: Chiny przestały udzielać kredytu Wenezueli
Piknik na skraju drogi w strefie zamkniętej. Część 1. Czarnobyl
Tagi:
11 września 2001, terroryzm, Arabia Saudyjska, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz