13:42 10 Grudzień 2016
Na żywo
    Zwolennik Donalda Trumpa w Nowym Jorku z plakatem w ręku

    Wydawca The Nation: USA same się zhańbiły, „ręka Moskwy” nie ma z tym nic wspólnego

    © REUTERS/ Mark Kauzlarich
    Światowa prasa
    Krótki link
    The Nation
    0 1415630

    Wybory w USA odbyły się trzy tygodnie temu, ale lokalne media nadal publikują wypowiedzi o „ingerencji Rosji” w „demokratyczne procesy” Ameryki, pisze wydawca magazynu The Nation Katrina vanden Heuvel w artykule dla gazety The Washington Post.

    Dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Narodowego USA Michael Rogers, komentując wyniki wyborów, wspomniał o „świadomych działaniach niejakiego państwa, skierowanych na osiągnięcie określonego celu”, a kandydatka Partii Zielonych Jill Stein oficjalnie wezwała władze do przeprowadzenia ponownego przeliczenia głosów w Wisconsin, powołując się na doniesienia o możliwym włamaniu do systemów głosowania przez zagranicznych hakerów.

    Sztab Hillary Clinton trzyma się tej samej linii, chociaż jeden z prawników zespołu Demokratów powiedział, że nie udało im się znaleźć „wystarczających do rozpoczęcia procesu sądowego” dowodów zhakowania systemu do głosowania przez podmioty zewnętrzne. Ekspert przypomniała, że również w samym Washington Post ukazał się niezmiernie wątpliwy materiał o „zaawansowanej kampanii propagandowej Rosji”. W artykule napisano, że ​​Moskwa „wpłynęła na przebieg wyborów w Stanach Zjednoczonych”, jednak jako źródło tych „objawień” podano organizację, która uparcie zachowuje anonimowość i buduje wnioski w oparciu o dziwną metodologię.

    Vanden Heuvel zastanawia się, gdyby nawet Rosja rzeczywiście ingerowała w przebieg wyborów w Stanach Zjednoczonych, jakie mogły być cele takiej ingerencji? Sam Władimir Putin, nawiasem mówiąc, nazywa takie przypuszczenia przejawem „histerii”. Eksperci ds. bezpieczeństwa cybernetycznego twierdzą, że mocne dowody winy Moskwy nie istnieją.

    Magazyn The Economist przekonuje, że głównym „celem Kremla” było zdyskredytowanie demokratycznych instytucji — wyborów, wolności słowa, a także najbardziej druzgocący cios w reputację obu kandydatów. Dla dziennikarzy brytyjskiej gazety ogólnie rzecz biorąc „motywy Moskwy” jednoczą się pod sztandarami strategii „ataku na reputację marki”.

    FBI wywierało na rosyjskich dyplomatów bezpośrednie naciski, aby nie wpuścić ich do lokali wyborczych w dniu głosowania 8 listopada
    © AFP 2016/ Kirill KUDRYAVTSEV
    „Skoro już korzystamy z marketingowego slangu w stosunku do demokratycznych wyborów, pomyślmy również o tym, jaki byłby zwrot z inwestycji rzekomo zrobionych przez Putina” — ironizuje Heuvel. W rzeczywistości obaj kandydaci wykorzystali zapewniony im bezpłatnie czas antenowy (wart miliardy) i wydali ponad miliard dolarów, aby „maksymalnie osłabić przeciwnika”, głównie za pomocą czarnego piaru. Donald Trump mówił, że obecna kampania była „najbrudniejszą” nie z powodu jakiejkolwiek ingerencji Moskwy, lecz z winy kandydatów na prezydencki fotel.

    Z kolei wycieki korespondencji Komitetu Narodowego Demokratów i przewodniczącego kampanii Clinton Johna Podesty nie przedstawiły amerykańskiej opinii publicznej niczego nowego, a już tym bardziej nie „zdyskredytowały” demokratycznych instytucji. Antagonistyczne wezwanie, według vanden Heuvel, stworzyły same media, które wolały demaskatorski patos, niż oświetlanie platform ideologicznych kandydatów.

    „Akurat dziennikarze, a na pewno nie Putin, zdecydowali, że temat katastrofalnych zmian klimatycznych nie zasługuje na ani jedną wzmiankę w trakcie prezydenckich debat i że niepokojącym spojrzeniom na politykę zagraniczną jastrzębia Clinton i rozszalałemu Trumpowi należy poświęcić mniejszą uwagę, niż korespondencji Hillary czy pikantnym przemówieniom Republikanów” — powiedziała wydawca.

    Putin nie jest również winny tego, że system wyborczy „najsilniejszej demokracji świata” wywołuje poczucie wstydu, ponieważ demokratyczne głosowanie po raz drugi z ostatnich pięciu przypadków doprowadził do ​​zwycięstwa kandydata, który nie zdobył większości głosów. Pieniądze znaczą dla wyborów w Stanach Zjednoczonych więcej, niż gdziekolwiek indziej na świecie, choćby z tego powodu, że wybory w USA są najdroższe, podkreśla vanden Heuvel. W 2016 roku wybory prezydenckie i wybory do Kongresu pochłonęły rekordową sumę 6,8 miliarda dolarów, przy tym frekwencja w tym roku wyniosła 58% uprawnionych do głosowania obywateli — pozostaje jedną z najniższych wśród krajów demokratycznych.

    Według eksperta histeria wokół „rosyjskiej ingerencji” nie jest przypadkowa — w taki sposób neokonserwatyści i liberałowie, występujący za ingerencją w politykę wewnętrzną innych państw, promują wezwanie do nowej zimnej wojny z Rosją.

    „Nie potrzeba żadnych działań propagandowych Rosji, aby zrozumieć, że wybory w USA były zorganizowane haniebnie. Przywódcy obu stron, gdyby byli chociaż trochę zaniepokojeni sytuacją w kraju, powinni od razu rozpocząć reformę systemu wyborczego i prawodawstwa. Nie potrzeba też żadnych rosyjskich hakerów, aby zdyskredytować wolność prasy — amerykańskie media radzą sobie z tym same, publikując tandetne i powierzchowne artykuły”- podkreśla Katrina vanden Heuvel.

    Zobacz również:

    Hillary Clinton wychodzi do ludzi i... ujawnia mroczny sekret
    Clinton znalazła winnego
    Politico: Hillary Clinton zgubiła zbytnia pewność siebie
    Tagi:
    media, wybory prezydenckie, Washington Post, The Nation, Donald Trump, Hillary Clinton, Władimir Putin, USA, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz

    Tematy dnia