13:28 24 Luty 2020
Światowa prasa
Krótki link
Autor
23773
Subskrybuj nas na

Podatek od pasożytnictwa wywołał jedne z zakrojonych na największą skalę protestów w historii Białorusi – pisze „The Washington Post”. Jak podkreśla amerykański dziennik, brutalnie tłumiąc wystąpienia, rząd kraju chce zapobiec własnemu Majdanowi.

W sobotę w Mińsku można było zobaczyć, jak około tysiąca ludzi protestowało przeciwko autorytarnemu rządowi – podaje „The Washington Post”.

Choć na demonstracje nie zezwoliły władze, ludzie i tak wyszli na ulice, „gdzie  powitała ich milicja z tarczami i pałkami, a w pobliżu stały czołgi i żołnierze”. Jeszcze zanim marsz ruszył, rozpoczęły się  aresztowania i pobicia. Jak poinformowała jedna z grup broniących praw człowieka, w sumie aresztowano ponad 400 osób.

— Uczestników marszu bito, a kobiety za włosy ciągnięto do autobusów. Udało mi się uciec do najbliższego podwórka – powiedział jeden z uczestników protestów.

Pomimo ścisłej kontroli ze strony rządu, cenzury i podejrzeń o fałszowanie wyborów, na Białorusi dotychczas nie było dużych demonstracji, takich jak te, które doprowadziły do usunięcia z urzędu Wiktora Janukowycza w Ukrainie czy Husni Mubaraka w Egipcie, twierdzi amerykański dziennik.

W kraju istnieje niewielka grupa opozycji, ale większość Białorusinów nie chce odsuwać od władzy swego autorytarnego rządu. Nie wychodzą na ulice, nie domagają się prawa do wolności słowa i uczciwych wyborów. Wolą zapewnione przez władze przywileje w duchu radzieckim: rozsądne dochody, bezpłatną opiekę zdrowotną i niezłe emerytury.

— Ludzie nie potrzebują więcej wolności – ocenił ekspert ds. Białorusi Balazs Jarabik. – Potrzebują więcej interwencji państwa. Potrzebują lepszego życia, tego, które mieli wcześniej – dodał.

Do tej pory nie było podobnych problemów, ale teraz rosyjska, a co za tym idzie i białoruska gospodarka poważnie ucierpiała w wyniku sankcji i spadku cen ropy naftowej. W rezultacie dochody obywateli zaczęły gwałtownie spadać, a ludzie tracić pracę. Rozpaczliwie potrzebując pieniędzy, białoruski rząd zdecydował się na przywrócenie podatku od bezrobotnych, obowiązującego w Związku Radzieckim.

We współczesnym wydaniu tego podatku osoby, które nie pracują co najmniej 183 dni w roku muszą odprowadzić do skarbu państwa 250 dolarów rocznie. Średnie wynagrodzenie w tym kraju wynosi 380 dolarów. Tym, którzy odmówią płacenia, grozi grzywna i dwa tygodnie więzienia.

Łukaszenka oświadczył, że to prawo przywraca sprawiedliwość. Jednak Białorusini uważają inaczej: nowy podatek jest spowodowany tym, że rząd nie potrafi zapewnić ludziom miejsc pracy i to ich rozwścieczyło. W przeciwieństwie do wcześniejszych protestów te demonstracje odbiły się szerokim echem, pisze „The Washington Post”.

Społeczny gniew okazał się na tyle silny, że kilka tygodni temu Łukaszenka powiedział, że ten podatek nie wejdzie w życie w tym roku, choć też nie zostanie zniesiony w całości.

Jednak do uspokojenia niektórych demonstrantów tego było mało. Na bazie społecznego gniewu białoruska opozycja zamierza zbudować bardziej zorganizowany ruch.

— Po raz pierwszy rząd stracił zdolność do kontrolowania ludzi – powiedział Jarabik. – Jest to rzadki przypadek, gdy przywódcy kraju zrobili coś takiego, co rozwścieczyło większość – podkreślił ekspert.

Rząd zaczął się obawiać. Tuż przed demonstracją ponad setkę opozycjonistów skazano na karę pozbawienia wolności do dwóch tygodni, a jednego z ich liderów — Uładzimira Niaklajeua — milicja wyprowadziła z pociągu, którym wracał on do Mińska.

— Władze chcą pokazać, że Majdanu nie będzie – wyjaśnił Jarabik. Jego zdaniem białoruskie władze chcą też pokazać, że to one rządzą.

Zobacz również:

USA planują zwiększyć swój kontyngent w Afganistanie
Niemcy uczą się arabskiego, by przestrzegać praw imigrantów
Mieszkańcy Strefy Gazy nie przekroczą granicy z Izraelem
Tagi:
akcja protestacyjna, Aleksandr Łukaszenka, Białoruś
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz