03:32 14 Lipiec 2020
Światowa prasa
Krótki link
Autor
5427
Subskrybuj nas na

Jeśli Donald Trump dalej będzie dążył do izolacji USA, to Europa może cofnąć się do epoki wojen regionalnych z XVIII i XIX wieku, pisze profesor historii Dick Harrison w artykule dla „Svenska Dagbladet”. Jego zdaniem gorsza może być tylko zmowa mocarstw, która doprowadzi do rozpadu Europy na strefy wpływów na wzór paktu Ribbentrop-Mołotow.

Anna Fotyga
© AP Photo / Kimmo Mantyla
Po tym, jak miejsce supermocarstw zajmą regionalni gracze, kula ziemska zamieni się w nową wersję niespokojnej Europy XVIII wieku, uważa profesor historii Dick Harrison. W takim wypadku – jak podkreśla – na świecie będzie mniej pokoju niż w czasach konfrontacji między ZSRR a USA.

Profesor wspomina, że gdy podróżował kiedyś po Europie w latach 80. ubiegłego wieku, zobaczył napis na ścianie: „Ameryka przeprasza, że spóźniła się na pierwszą i drugą wojny światowe, ale do kolejnej obiecujemy się (USA-red.) poprawić”. Z jednej strony – pisze Harrison – to był żart, ale z drugiej – wyraźnie wskazywało to na zwiększanie potencjału militarnego przez administrację Reagana i na zimną wojnę, która każdego miesiąca stawała się „coraz bardziej gorąca”.

Tym nie mniej Europa wiedziała, że jest bezpieczna, bo i Reagan, i Carter, i Bush byli gotowi jej pomóc. Oczywiście – jak twierdzi autor – „czerwoni carowie na Kremlu mogli wymyśleć dowolne świństwo przeciwko swoim wasalom na Węgrzech, w Czechosłowacji i Afganistanie, ale dopóki Amerykanie byli gotowi do walki, nigdy nie ośmieliliby się wtargnąć do Europy Zachodniej”.

Zdaniem Harrisona podczas zimnej wojny życie po zachodniej stronie żelaznej kurtyny było niezwykle bezpieczne. Wówczas i Związek Radziecki, i Stany Zjednoczone zazdrośnie strzegły swojego terytorium, ale traktowały się wzajemnie z szacunkiem i nie wślizgiwały się potajemnie na zaplecze zwane Europą.

Pomimo tego, że w tamtych czasach wielu artystów często przedstawiało świat po wojnie jądrowej, nigdy wcześniej ludzie nie spali tak spokojnie, twierdzi historyk. Choć w krajach trzeciego świata sytuacja mogła się zaogniać, np. na Bliskim Wschodzie czy w Wietnamie, ale nie dotyczyło to bezpośrednio Europy.

Rosyjscy turyści w Antalyi
© Sputnik . Vladimir Vyatkin
Dawniej, jak zaznacza Harrison, było inaczej. Do podziału świata na dwa globalne bloki militarne w Europie ciągle toczyły się wojny. W XVIII i na początku XIX wieku nawet takie państwa, jak Szwecja i Dania przystępowały do działań zbrojnych na polecenie Brytyjczyków, Francuzów i Rosjan.

Na kolejnym etapie, gdy powstał globalny system sojuszy, pokój zaczął się utrzymywać dłużej. Po I wojnie światowej sytuacja pod względem bezpieczeństwa znacznie się poprawiła, szczególnie w takich przypadkach, jak Szwecja, która położona jest na  peryferiach konfrontacji.

— Ale co się stanie, gdy bloki rozpadną się, gdy rozwój techniczny i gospodarczy nadwątli z trudem tworzone struktury i okażemy się w świecie, w którym dominują regionalni gracze (…). Innymi słowy, kiedy kontynent zamieni się w zaktualizowaną wersję XVIII-wiecznej Europy? – zastanawia się profesor. Jeśli USA dalej będą kroczyć drogą wytyczoną przez Donalda Trumpa, to prędzej czy później Szwecja wróci do izolacjonistycznej tradycji obecnej w polityce do II wojny światowej.

Jubileuszowy szczyt UE w Rzymie poświęcony 60. rocznicy podpisania Traktatów Rzymskich
© AP Photo / Alessandra Tarantino
Świat nigdy nie stał się bezpieczniejszy z tego powodu, że politycy po drugiej stronie Atlantyku stawiali Amerykę „na pierwszym miejscu”. Przeciwnie – w tej sytuacji regionalnym przywódcom będzie łatwiej prowokować konflikty i napadać na sąsiednie terytoria.

Zdaniem autora innym ważnym aspektem tego scenariusza, jest to, że gdy „duzi chłopcy chuligani za rogiem zaczynają się przyjaźnić, dla małych państw jest to znacznie bardziej niebezpieczne, niż gdy są zdradzieckimi wrogami”. Dopóki polityka Hitlera i Stalina w odniesieniu do siebie wzajemnie była budowana na ideologicznej konfrontacji, Finowie, Estończycy, Litwini, Łotysze i Polacy mogli spać spokojnie. Do paktu Ribbentrop-Mołotow w 1939 roku.

Szwecja też przeżyła coś podobnego, przypomina Harrison. Pomimo błędów szwedzkich monarchów, ich poddanym udawało się unikać poważnych konsekwencji, aż w 1808 roku Napoleon Bonaparte i Aleksander I nie podzielili w Tylży świata na sfery wpływów, co doprowadziło do utraty przez Szwecję Finlandii.

Dominacja Stanów Zjednoczonych jako światowego hegemona rozpoczęła się od upadku muru berlińskiego i osiągnęła swoje apogeum za rządów George’a W. Busha. W konsekwencji był krytykowany przez wielu za źle przemyślane interwencje, ale wówczas „USA nigdy nie były tak bardzo antyizolacjonistyczne i nie rozpościerały swoje militarne macki tak aktywnie”, pisze profesor. Jednak teraz to już historia i nie ma pewności co do tego, że czas wojen, przynajmniej dla Szwecji, dawno minął.

— Nigdy nie obawiałem się wojny nuklearnej lub napaści wroga w latach 80. XX wieku właśnie dlatego, iż wiedziałem, że Wielki Brat w Waszyngtonie pojawi się, jeśli coś pójdzie nie tak. A z izolacjonistycznymi USA nie mamy żadnych podstaw do tego, by czuć się tak samo pewnie”. 

Zobacz również:

Rosja odpowie USA na rozmieszczenie systemów antybalistycznych
Grube miliony
Trybunał Sprawiedliwości uznał sankcje UE wobec Rosnieft za zasadne
Tagi:
Donald Trump, Europa, Rosja, ZSRR, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz