12:53 25 Wrzesień 2018
Na żywo
    Andrés Manuel López Obrador

    Meksyk ma swojego Trumpa

    © AFP 2018 / Pedro Pardo
    Światowa prasa
    Krótki link
    The Times
    3321

    Zmęczony korupcją i przemocą Meksyk zapewnił zwycięstwo „lewicowemu Trumpowi”.

    Socjalista Andrés Manuel López Obrador, nazywany „lewicowym Trumpem”, wygrał wybory prezydenckie w Meksyku. Obietnice wytępienia korupcji i ubóstwa w kraju spotkały się z żywą reakcją wyborców, pisze „The Times”.

    Kandydat na prezydenta koalicji sił lewicowych Andrés Manuel López Obrador dostał najwięcej głosów w wyborach powszechnych w Meksyku. Jego obietnice rozprawienia się z korupcją i nierównością społeczną znalazły żywy oddźwięk w latynoamerykańskim społeczeństwie, pisze „The Times”.

    Z powodu promowania przez niego socjalistycznego nacjonalizmu Obrador często porównywany jest do liderem brytyjskiej Partii Pracy Jeremym Corbynem oraz francuskim prezydentem Emmenuelem Macronem, a czasami nawet nazywany „lewicowym Trumpem”. Ale chyba najbardziej przypomina Berniego Sandersa, twierdzi brytyjski dziennik.

    — Jestem absolutnie pewien Meksykanów. Są gotowi na prawdziwe zmiany – powiedział 64-letni Obrador, opuszczając lokal wyborczy po głosowaniu. Według exit poll były burmistrz Meksyku zdobył ponad 50% głosów. Jego najwięksi rywale — José Antonio Meade i Jaime Heliódoro Rodríguez Calderón – już wczoraj uznali swoją porażkę.

    Wielu Meksykanów ma już dość korupcji i przemocy, które towarzyszyły rządom dwóch głównych partii przez ostatnie 18 lat. Dlatego otwarcie popierają rzucającego wyzwanie establishmentowi Obradora.

    — Jesteśmy krajem bez nadziei. Z Andrésem Manuelem przywrócimy nadzieję – powiedział w rozmowie z „The Times” 48-letni mieszkaniec meksykańskiej stolicy.

    88 mln wyborców miało wybrać 500 posłów, 128 senatorów i tysiące przedstawicieli samorządów lokalnych. Sama liczba stanowisk świadczy o tym, że, mimo historycznego zwycięstwa Obradora, głosowanie to może doprowadzić do zauważalnych zmian w meksykańskiej polityce.

    Wybory te były nie tylko największe, ale też najkrwawsze w historii Meksyku. W trakcie kampanii zamordowano ponad 130 polityków, a w dniu głosowania dokonywano ataków zbrojnych na lokale wyborcze z paleniem kart do głosowania.

    Ale akty przemocy nie osłabiły powszechnego entuzjazmu. W specjalnej budce do głosowania, ustawionej w Meksyku dla wyborców spoza stolicy, w pewnym momencie zakończyły się karty. Niezadowoleni z tego faktu demonstranci zagrodzili jedną z centralnych ulic, skandując: „Chcemy głosować!”.

    Tymczasem – jak pisze „The Times” – rządy  Andrésa Manuela Lópeza Obradora mogą skomplikować i tak trudne meksykańsko-amerykańskie stosunki. Choć znaczna część kampanii byłego burmistrza Meksyku koncentrowała się na problemach wewnętrznych, poddał on bezkompromisowej ocenie prezydenta USA, nazywając go „nieodpowiedzialnym tyranem”.

    Zobacz również:

    „Bogurodzico, Dziewico...", czyli Cud nad Moskwą
    Stara miłość w MON nie rdzewieje?
    Komisja Europejska: Dajemy Polsce miesiąc
    Tagi:
    wybory, Andrés Manuel López Obrador, Meksyk
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz