16:22 14 Listopad 2018
Na żywo
    Ukrainian President Petro Poroshenko, European Commission President Jean-Claude Juncker and European Council President Donald Tusk arrive for a joint news conference following the EU-Ukraine summit in Kiev, Ukraine, July 13, 2017

    To Europa Tuska i Junckera. A potrzeba Napoleona i Churchilla

    © REUTERS / Valentyn Ogirenko
    Światowa prasa
    Krótki link
    Obserwator polityczny
    6283

    Wszystkie liczące się globalnie państwa, nawet demokratyczne w praktyce wypracowały sobie wewnętrzne modele podejmowania decyzji, w których liczy się dominacja silnego centrum politycznego. Jeżeli przeanalizujemy ustroje współczesnych państw, to zauważymy że wszystkie potęgi są kierowane przez silnych przywódców.

    Odejście od demokracji może okazać się koniecznością. W wyniku globalizacji znowu jesteśmy w erze imperiów. Nie ma już znaczenia jak się to stało, ważne jest to że to się stało, trzeba spróbować być podmiotem tych układów.

    Kraje źle zarządzane lub możliwe do sterowania przez czynniki zewnętrzne są skazane na bycie przedmiotami tych relacji. O krajach słabych nie ma nawet co wspominać. Mówimy tutaj o stawce obejmującej 100% naszej rzeczywistości. Nie ma taryfy ulgowej, marzenia o końcu historii to bzdury, idioci którzy przez prawie 30 lat tłukli neoliberalną i poprawną politycznie papkę powinni ponieść konsekwencje proporcjonalne do szkodliwości ideologii której służyli.

    Generalnie większa część naszej debaty publicznej to fikcja i tematyka zastępcza. Na świecie liczy się dostęp do technologii, surowców i ziemi. Do tego dochodzą permutacje tych zasobów, jak dostęp do rynków, odpowiednie kadry, sojusze, wszystko oczywiście w warunkach maksymalizacji skali. Podstawą wszystkiego są jednak te trzy atrybuty. No i najważniejsze możliwość skutecznego zarządzania nimi. W sposób autonomiczny i gwarantujący identyfikację i realizację własnego interesu. W celu wyrażania siły. Można ją wyrażać klasycznie w postaci militarnej lub pośrednio za pomocą technik zaawansowanego soft power. Wszystko zależy od okoliczności, zawsze jednak liczy się cel do osiągnięcia.

    Czy to się komuś podoba czy nie, światem dalej rządzą atawizmy mające swoje narodowe i państwowe korzenie. Do tego dochodzą jeszcze kwestie rasowe i religijne. Ideologie, wielkie —izmy XX-tego wieku odeszły do lamusa, ale kasa liczy się zawsze i będzie się liczyć. Spojrzenie narodowo-państwowe jest podstawową determinantą postrzegania rzeczywistości, odnoszenia się do otoczenia i myślenie o przyszłości. Patrząc na islamsko-arabski lub chiński nacjonalizm lub izraelską ksenofobię można dostrzec źródła konfliktu cywilizacji. One są realne i na nie orientuje się wielu ludzi. To determinanty naszej rzeczywistości.

    Grzegorz Schetyna
    © AFP 2018 / Michal Cizek
    Żeby grać globalnie trzeba mieć odpowiedni potencjał. Pojedyncze państwa średniej wielkości, tylko dzięki technologii lub dużej ilości potrzebnych strategicznych surowców mogą się liczyć. Jednym z niedocenianych powszechnie zasobów strategicznych jesteś żywność, a właściwie zdolność do produkcji nadwyżek. Jeżeli chce się grać w grze globalnej, to jako państwa małe średnie i słabe, trzeba się grupować i szukać wszędzie sojuszy. Jednym z przykładów takich sojuszy jest Unia Europejska. Niestety nie do końca udanym. Bardzo trudno jest wskazać agregat państwowy, który jest spójny bez języka, kultury lub religii. To są czynniki budujące tożsamość, a na niej opiera się nasza rzeczywistość i relacje.

    Podstawą wszystkiego jest dobre zarządzanie sprawami publicznymi. To dzięki odpowiedniemu zarządzaniu można zagwarantować wysoki poziom efektywności, stopę zwrotu adekwatne do potrzeb, a co najważniejsze przetrwanie w atawistycznym otoczeniu. Czy nazywając rzeczy po imieniu, w warunkach dominacji Chin i przesunięcia się cywilizacyjnego świata w stronę Azji. To nowa okoliczność, którą trzeba brać pod uwagę we wszystkich szacowaniach rzeczywistości, jej nie uwzględnianie bezwzględnie wpływa na niedowartościowanie faktów.  

    Sposobem zarządzania sprawami publicznymi jest demokracja, albo jej bardziej wysublimowane formy w tym formy władzy autorytarnej, gdzie legitymacją do sprawowania władzy jest autorytet przywódcy, od czasu do czasu potwierdzany demokratycznie lub względnie demokratycznie.

    Klasycznym przykładem takiego systemu jest Watykan, gdzie przywódca mimo wszystko jest wybierany, w sposób specyficzny i z udziałem czynników nadprzyrodzonych, jednak jest wybierany. Następnie swoim autorytetem dominuje nad całym środowiskiem. To bardzo efektywny sposób wyboru władzy i sposobu jej sprawowania. Dogmaty swoje ułatwiają, jednak jeżeli porównamy ten ustrojowy wyjątkowo specyficzny archaizm do nowoczesnych korporacji o charakterze ponadnarodowym zauważymy bardzo wiele podobieństw.

    Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Polski Andrzej Duda na spotkaniu w Berlinie, 28 sierpnia 2015
    © AP Photo / Gero Breloer
    Demokracja ma dwie olbrzymie zalety. Po pierwsze angażuje wszystkich, którzy ją akceptują. Jest inkluzywna, pozwala na włączenie — udział wielu we wspólnym działaniu. Ma to fundamentalne znaczenie dla wykorzystania posiadanego potencjału i wszystkich aspektów spektrum możliwości. Po drugie posiada powszechnie akceptowane metody zdobywania i sprawowania władzy. Przy czym od tego jak one wyglądają, zależy czy demokracja jest demokracją, czy jedynie fasadą samej siebie.

    Chyba właśnie ta druga kwestia jest jej najważniejszym atutem. Ponieważ wszystkie perturbacje, dzieją się w mniej więcej akceptowalnych granicach, a za zwycięzcami stoi lepiej lub gorzej zdefiniowana większość. Wiadomo czego się spodziewać, wiadomo jakie są mechanizmy, słabości i jaki może być wynik. Podstawową wadą demokracji jest czas potrzebny do podjęcia decyzji, najczęściej w postaci doprowadzenia do konsensusu oraz sam proces decyzyjny, oparty na dążeniu do konsensusu. Takie podejmowanie decyzji ogranicza pole decyzyjne, pewne skrajne scenariusze po prostu czyni niemożliwymi. To powoduje, że państwa zarządzane demokratycznie nie są skłonne do pewnego zakresu rozwiązań i działań, to istotna słabość będąca ich słabą stroną.

    To właśnie na procesie decyzyjnym rozkłada się Unia Europejska, w ogóle sam problem legitymizacji władzy na poziomie unijnym jest jej największą słabością i bolączką. Najbardziej widać to na przykładzie braku faktycznego lidera i przywództwa, nie ma czegoś takiego jak polityka europejska, ponieważ nie ma czegoś takiego jak europejska racja stanu.

    Nie może jej być, ponieważ wyrazicielem woli suwerena są tutaj rządy poszczególnych krajów. One mają pełną świadomość, że istniejąca konstrukcja powoduje niską sprawność Wspólnoty. Niezdolność do podjęcia konkurencji w wymiarze globalnym, co widać obecnie na przykładzie konfliktów np. z USA. Pomimo tego jednak praktycznie wszystkie bardzo silnie strzegą swojej samodzielności, suwerenności i swojego prawa weta w sprawach unijnych. Czy wolimy być klientami czy partnerami Waszyngtonu, Pekinu i Moskwy? Nie ma o tym dyskusji, nawet nie stawia się takich problemów. Chwilo trwaj, jesteś taka piękna…

    Unia Europejska narodzi się wtedy, kiedy Francja odda do wspólnych kompetencji swoje miejsce w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, a Niemcy zgodzą się na uwspólnienie długów wszystkich państw. Co więcej, jak zostaną opracowane procedury tworzenia wspólnej reprezentacji politycznej, a nie tylko urzędniczo-administracyjnej. No i jak sprawdzą się w praktyce działania, w relacjach z innymi potęgami. Do tego trzeba przywódcy i lidera działającego w wymiarze europejskim, na to obecnie w istniejącym układzie nie ma szans. To Europa pana Tuska i pana Junckera, a potrzeba Napoleona i Churchilla!

    Wszystkie liczące się globalnie państwa, nawet demokratyczne w praktyce wypracowały sobie wewnętrzne modele podejmowania decyzji, w których liczy się dominacja silnego centrum politycznego. Jeżeli przeanalizujemy ustroje współczesnych państw, to zauważymy że wszystkie potęgi są kierowane przez silnych przywódców.

    Pod względem systemowym te państwa mogą być uważane za autorytarne, klasycznym przykładem są Stany Zjednoczone gdzie władza Prezydenta jest jedynie ograniczana, ale inicjatywa polityczna należy do jego prerogatyw. Podobnie jest w Chinach, jak również w rządzonych przez bogatą elitę Indiach. Federacja Rosyjska, również opiera swój ustrój na kompetencjach Prezydenta. Co ciekawe to w tych wszystkich wymienionych krajach, organ wykonawczy mający władzę, ma praktycznie nieograniczone kompetencje w zakresie kreowania polityki zagranicznej. Jak jest w Unii Europejskiej, to nawet nie ma po co wspominać.

    Generalnie na świecie dzisiaj dominuje system z którym mniej lub bardziej demokratycznie wybiera się przywódcę, któremu powierza się bardzo dużą władzę wykonawczą. Chodzi o jakość zarządzania i możliwości decyzyjne. To nie są przypadki, a przykład Stanów Zjednoczonych dowodzi prawdziwości tezy, że mamy do czynienia z powszechnością jeżeli chodzi o tzw. funkcjonalny autorytaryzm. Dzięki któremu można osiągnąć bardzo dużą skuteczność i efektywność w kreowaniu polityki. Nawet siłą faktów dokonanych, ale to nie ma znaczenia.

    W polityce liczy się skuteczność w osiąganiu celów, a nie delikatność i moralność. Jeżeli można osiągnąć cele zrzucając bomby, to ktoś musi być w stanie podjąć taką decyzję. Inaczej, ktoś inny może podjąć decyzję, żeby zrzucać bomby na nas…

    Donald Tusk
    © AP Photo / Alik Keplicz
    Jest tylko kwestią wysublimowania polityki, czy odejście od bajki demokracji nastąpi w sposób funkcjonalny, pozwalający na zachowanie pozorów. Czy też będzie miało charakter względnie brutalny, oparty na sile. Ten pierwszy przypadek jest powszechny i co ważniejsze, jest akceptowany. Drugi nie. Na tym polega zabawa, żeby trwać i grać w tę grę, a nie dać się ogrywać. Zdaje się, że pierwszym politykiem w Polsce, który to zrozumiał był pan Jarosław Kaczyński. Jeżeli popatrzymy z powyżej nakreślonej perspektywy na jego działania, to można być tylko pełnym podziwu dla wizjonerstwa, jednak oczywiście pozostają zastrzeżenia co do metod. Zmiany jakie są w naszym kraju, nie mają wymiaru funkcjonalnego.

    Odejście od demokracji może okazać się koniecznością, przed podobnym wyborem byliśmy przed zamachem majowym, czy również — oczywiście w innej skali — przed stanem wojennym. To, co się dzisiaj dzieje ma podobny wymiar, to nic innego jak odchodzenie od demokracji, która nie pozwala nam skutecznie zarządzać państwem. Dążący do centralizacji władzy powinni jednak pamiętać, że nie da się wymuszać entuzjazmu przy pomocy paragrafów i porannych wizyt Policji… Co więcej, decydując się na skomasowanie władzy, biorą na siebie jeszcze większą odpowiedzialność, niż wynika to z procesu demokratycznego jej przekazania. Czy ci ludzie są w stanie tą odpowiedzialność unieść? Co w razie porażki? Nie mamy już szosy na Zaleszczyki…

    Tekst jest publikowany za zgodą Redakcji gazety internetowej Obserwator polityczny.

    Oryginał pierwotnie ukazał się na stronie Obserwatora politycznego

    Zobacz również:

    Biały Dom: Trump i Putin doszli do porozumienia
    Tusk: Droga do rozwiązania konfliktu na Ukrainie jest jedna
    Putin to skarb
    Jeżeli dwie Rosjanki prawie zachwiały naszym krajem...
    Macron o kryzysie politycznym w Europie
    Trump uznał prawo Niemiec do budowy Nord Stream 2
    Merkel i Macron apelują do Putina ws. Syrii
    Tusk o Trumpie: Wykazuje niechęć do NATO, UE, a do Putina odwrotnie
    Macron: UE nie wycofa się z Iranu pomimo stanowiska USA
    A mogłoby być w Polsce z sensem
    Tagi:
    globalizacja, chrześcijaństwo, isłam, cywilizacja, konflikt, demokracja, polityka, Rada Bezpieczeństwa ONZ, ONZ, Winston Churchill, Napoleon, Jean-Claude Juncker, Donald Tusk, Pekin, Waszyngton, Moskwa, Watykan, Chiny, Francja, Niemcy, USA, Rosja, Polska, Unia Europejska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz